Korpotata

Bezcenny katalog

Ostatnie dni sierpnia w social mediach wyglądają zawsze tak samo. Rodzice wrzucają rolki, memy, stories: „Jeszcze tylko kilka dni i wreszcie spokój! Dzieci wracają do szkoły!”. Do tego memy o winie otwieranym 1 września i odliczanie godzin do szkolnego dzwonka.

Z jednej strony trudno się dziwić – przez dwa miesiące dzieci w domu potrafią zmęczyć bardziej niż maraton. I niby to wszystko zabawne, ale nie mogę się oprzeć myśli, że przecież my też kiedyś mieliśmy wakacje! I doskonale wiemy, że dla dzieci ten czas to nie „koszmar dla rodzica”, tylko najpiękniejszy czas w roku.

Pamiętacie własne dzieciństwo? Bo ja pamiętam. Nie każdy rok szkolny – szczerze mówiąc, większość zlała się w jedno, jak tabele w Excelu. Ale wakacje? Te pamiętam niemal wszystkie. Ten zapach powietrza wieczorem na podwórku, kiedy wciąż było jasno o godzinie 21. Wyjazdy nad jezioro, obozy, podchody, ogniska, a nawet zwykłe „nicnierobienie” przed blokiem z paczką znajomych.

Dwa miesiące pełne przygód, luzu i tej dziecięcej wolności, którą doceniam w pełni dopiero jako dorosły.

Dlatego gdy widzę, jak rodzice liczą dni do września, to myślę: serio? Owszem, cisza w domu kusi, perspektywa kawy wypitej w spokoju brzmi jak luksus.

Ale może warto spojrzeć na to inaczej. Bo te same wakacje, które dla nas bywają logistycznym koszmarem, dla naszych dzieci stają się właśnie tym, czym dla nas były lata temu – katalogiem wspomnień na całe życie.

Czy pamiętamy z detalami każdą lekcję matematyki z piątej klasy? Raczej nie. Ale za to pamiętamy, jak jechaliśmy w zatłoczonym pociągu na obozy sportowe, jak pierwszy raz skakaliśmy z pomostu do jeziora, jak smażyliśmy kiełbaski na patyku. To właśnie te chwile zostają z nami na zawsze.

Więc może zamiast cieszyć się, że wakacje wreszcie się skończyły, lepiej zatrzymać się na chwilę i pomyśleć: „Ej, to też część mojego dzieciństwa”. A potem – z przymrużeniem oka – przyznać, że choć szkoła wraca, to szkoda, że lato znowu minęło tak szybko.

Piotr Krupa

Dodaj komentarz