Miasto

Chiński samochód – czy naprawdę trzeba się go bać?

Niemal co tydzień na polskim rynku pojawia się nowa marka lub model z Chin. Jest ich już tak wiele, że nawet najbardziej zagorzali fani motoryzacji zaczynają mieć problem z rozpoznaniem, o jakim aucie mowa. Zalew chińskich samochodów trwa w najlepsze, ale czy warto dać się porwać temu nurtowi? Czy raczej trzymać się od niego z daleka?

Mamy rok 2025 i chińskie marki na polskim rynku zdążyły się już całkiem dobrze zadomowić. Samochody przeróżnych producentów z Państwa Środka coraz częściej widać nie tylko w dużych miastach, ale też na ich obrzeżach i w mniejszych miejscowościach. Można więc śmiało powiedzieć, że chiński trend trwa w najlepsze. Skąd jednak wziął się ten fenomen – i czy rzeczywiście powinniśmy się go obawiać?

Motoryzacją zajmuję się niemal od 15 lat i powiem szczerze, że z taką sytuacją spotykam się po raz pierwszy. Owszem, na polskim rynku zdarzały się już debiuty marek: DS czy Cupra. To jednak producenci, którzy wydzielili się ze znanych europejskich firm (Citroen czy Seat) i zrobili to stopniowo. Z chińskimi nowościami jest inaczej – w Europie często stawiają dopiero pierwsze kroki.

Z drugiej strony – przecież jeszcze niedawno podobną drogę przechodzili inni azjatyccy producenci samochodów. Wielu z nas pamięta, z czym kojarzyły się kiedyś samochody koreańskie. Kia czy Hyundai przez lata mozolnie budowały swoją renomę. I dziś święcą triumfy sprzedaży i cieszą się niewiele gorszą opinią niż auta japońskie.

Chiny tak naprawdę są już tu od dawna!

Gdybyśmy cofnęli się o kilka lat i nie widzieli na ulicach aut MG, BYD czy Baic można by uznać, że chińska motoryzacja istnieje gdzieś daleko. Muszę was jednak zmartwić. Ona już wtedy tutaj była, ale w innej formie. Inwestowała w europejską motoryzację, poznawała nasz rynek, obserwowała tutejszych klientów oraz czerpała garściami z doświadczeń europejskich producentów.

Weźmy na przykład koncern Geely, który już w 2010 roku mocno zainwestował w markę Volvo, czego efektem jest choćby tak dobrze dopracowany model XC90. Co więcej, w 2019 przejęła również Smarta. Podobna historia dotyczy MG, które przez lata było dumą Brytyjczyków. Ponadto chińskie firmy często inwestują wielkie pieniądze w ludzi, którzy wcześniej pracowali u znanych producentów, czy w spore centra rozwojowe na terenie Europy.

Oczywiście w ostatnich latach ten trend mocno przyspieszył, a Europa stała się dla nich łakomym kąskiem. W Polsce widzimy to z pewnym opóźnieniem, bo przecież już dawno w wypożyczalniach na terenie krajów basenu Morza Śródziemnego chińskie auta radziły sobie całkiem dobrze.

Co chińskie auta są w stanie nam zaoferować?

Na polskim rynku jest już niemal 30 marek samochodowych z Chin, a w ciągu kilku miesięcy pojawią się kolejne. Niektóre z nich to globalni potentaci, jak grupa Chery, eksportująca z Państwa Środka ponad 2 miliony aut (Omoda, Jaecoo, Chery), czy BYD, który stał się liderem produkcji samochodów elektrycznych. Są jednak też marki, które dla większości są anonimowe. Znacie na przykład Bestune, Skyworth czy Jetour?

Aktualnie Chińczycy oferują auta zarówno spalinowe, jak i hybrydowe, a na rynku nie brakuje też pojazdów elektrycznych. Wielu producentów zaczynało właśnie od elektryków, ponieważ takie samochody łatwiej zbudować, a w razie potrzeby serwisować. Szybko jednak zauważyli, że Polacy nie są jeszcze gotowi na auta całkowicie bezemisyjne. Stąd w ofercie pojawiły się także pojazdy z konwencjonalnym napędem i hybrydy plug-in, które próbują łączyć zalety samochodów elektrycznych oraz spalinowych.

Największym wabikiem chińskich aut jest cena. Samochody z Chin wycenione są bardzo atrakcyjnie, a do tego kuszą też wysokim wyposażeniem oraz wieloma bonusami. Oczywiście mają też swoje bolączki i błędy wieku dziecięcego, ale z miesiąca na miesiąc stają się coraz lepsze. Chińczycy nie oszczędzają też na reklamie, zatrudniają sportowców i celebrytów oraz sponsorują wiele eventów, a potężne środki inwestują również w sieć dealerską oraz obsługę klienta.

Nie nazwałbym siebie ambasadorem chińskiej motoryzacji, ale przez moje ręce przeszło już sporo pojazdów z tego kraju, więc pewne doświadczenie w tej dziedzinie zdobyłem. O swoich wrażeniach i obserwacjach możecie przeczytać na blogu Motopodprad.pl, gdzie staram się dzielić nimi w rzetelny sposób.

Czego boi się statystyczny Polak?

Nie da się ukryć, że nasze społeczeństwo lubi narzekać, dodatkowo uważamy się za ekspertów w każdej dziedzinie. Nie inaczej jest w przypadku chińskiej motoryzacji. Pojawia się wiele głosów i obaw dotyczących bezpieczeństwa, jakości czy dostępności części oraz obsługi posprzedażowej. Zgadzam się z tymi wątpliwościami, bo w końcu problemy z samochodem zwykle pojawiają się dopiero po pewnym czasie, a nie w chwili zakupu.

Patrząc na dane sprzedażowe, widać, że wielu Polaków już zaufało chińskim markom. Przekonały ich atrakcyjne ceny, obsługa oraz bonusy, takie jak długoletnia gwarancja, korzystne finansowanie czy bogate pakiety ubezpieczeniowe. Wiele marek oferuje też rozbudowaną sieć serwisową oraz szybką dostępność części.

Polacy jednak przepłacać nie lubią, więc czy z takimi autami nie będzie kłopotów poza ASO? Większość modeli nie jest skomplikowana i bazuje na sprawdzonych rozwiązaniach azjatyckiej myśli technicznej sprzed kilku lat, więc krajowi mechanicy powinni sobie poradzić. Z drugiej strony dostępność części zamiennych bywa ograniczona, co może podnosić koszty napraw. Z czasem sytuacja zapewne się poprawi, ale obecnie jest przeciętna.

Podobnie wygląda kwestia bezpieczeństwa. Wiadomo, że nowe samochody są znacznie lepsze pod tym względem niż kilkunastoletnie pojazdy z Europy, więc chińskie auto z pewnością zapewni większą ochronę. Niestety, niektóre marki z Chin wciąż w tej dziedzinie ustępują europejskiej konkurencji Na szczęście to również poprawia się z miesiąca na miesiąc.

Więc bać się czy nie?

Sądzę, że trend na chińskie auta będzie nadal rósł, a agresywna walka cenowa producentów potrwa jeszcze jakiś czas. Promocje i atrakcyjne ceny jednak kiedyś się skończą, więc nie warto zwlekać z decyzją. Osobiście jeszcze nie zdecydowałbym się na Chińczyka, ale podświadomie wiem, że i tak nie jestem klientem na żadne nowe auto. Z czasem jednak na rynku wtórnym pojawi się coraz więcej chińskich samochodów, więc tytułowe dylematy znów powrócą.

Konrad Stopa
redaktor naczelny bloga motoryzacyjnego Motopodprad.pl

Dodaj komentarz