Stoisz przed ścianą i patrzysz na nie. Wiszą równo, jedna obok drugiej, jak dobrze wychowany tłum. Patrzą na ciebie z cierpliwością kogoś, kto wie, że i tak po niego wrócisz. Kurtuazja, Ambicja, Uczynność, Spokój, Uśmiech… cała twoja osobista garderoba osobowości.
Przesuwasz palcem po krawędziach, sprawdzasz ciężar i zapach farby.
– Którą dziś założyć? – mruczysz pod nosem.
Przymierzasz Kurtuazję. Ciężka, chłodna, jak pancerz dla duszy. Nie przeklniesz w niej nawet w myślach. W Kurtuazji trzeba być grzecznym, więc uśmiechasz się do sąsiadki z drugiego piętra, tej, która zawsze rzuca okiem na twoje zakupy i z satysfakcją komentuje: – Widzę, że znowu pizza!
Zdejmujesz Kurtuazję. Za ciasna w klatce piersiowej. Patrzysz na Uśmiech.
– Ciebie to nawet lubię – mówisz. – Ale rzadko cię noszę. Po prostu… nie bywam w miejscach, gdzie jesteś potrzebny.
Uśmiech milczy. Nigdy nie ma ci tego za złe, tylko błyszczy, jakby chciał powiedzieć: może kiedyś znowu się spotkamy.
Mijasz kolejną maskę: Powagę. I odwracasz wzrok.
– Dlaczego nigdy na nią nie patrzysz? – dźwięczy w powietrzu głos Kurtuazji.
– Bo jej nie znoszę.
– Na Milczenie też nie patrzysz. Każda z nas zasługuje na twoją uwagę. Choćby z grzeczności.
– Ja niestety lubię gadać i zachowywać się niepoważnie! – wybuchasz. – Mam dość tego biadolenia co się powinno mówić i robić!
Wtedy odzywa się Ambicja, z tonu wyższa niż reszta:
– Co się powinno robić, a czego nie, to akurat moja działka. Kurtuazja odpowiada tylko za to, co „wypada”.
– To co niby mam teraz robić? – pytasz z przekorą.
– Oddzwonić do szefa, dokończyć czytanie książki, uzupełnić dokumenty z pracy albo nauczyć się w końcu piec chleb – wylicza Ambicja. – A nie leżeć w piżamie, patrzeć w sufit i wymyślać historie o kotach–agentach.
– Co ty taka wyniosła jesteś? – parskasz śmiechem w jej stronę. – Z Dumą się na lica zamieniłaś? A te koty to jest pomysł na powieść!
– To fabuła niskich lotów – odpowiada chłodno. – Nie przyniesie żadnych korzyści. Zajmij się czymś ambitnym.
– Nie chcę – bulwersujesz się. – Nie mam na to ochoty. Czy wszystko, co robię, musi być ambitne?
– Inaczej niczego nie osiągniesz – odpowiada Ambicja. – Twoje cele same się nie osiągną.
– Moje cele mogą poczekać do poniedziałku! – oburzasz się jeszcze bardziej. – A dzisiaj będę leżeć, patrzeć się w sufit, zamawiać pizzę, oglądać seriale i patrzeć jak kiśniesz ze złości, że lista zadań do wykonania nie zmalała.
Ambicja wzdycha, urażona. Milknie, jak menedżer, który zrezygnował z trudnego klienta. Twoje spojrzenie przesuwa się po ścianie. Wzrok zatrzymuje się na Uczynności.
– I co? – pytasz. – Znowu mam ratować zakupy z pękniętej siatki?
– Nie, ale twoja koleżanka ma dziś przeprowadzkę. Będzie jej miło, jeśli pomożesz.
– Nie ma mowy – wzdychasz. – Limit dobrych uczynków na jej rzecz wyczerpany. Pisanie pisma do sądu, niedzielne zakupy w drodze do niej na kawę, pożyczenie pieniędzy na wieczne oddanie… – wyliczasz na palcach. – A ona? Przy mojej przeprowadzce zniknęła szybciej niż entuzjazm w poniedziałek rano.
– Pomaga się bezinteresownie – odpowiada słodko Uczynność.
Wtedy wybuchasz śmiechem i rozkładasz ręce przed ścianą masek.
– Dogadajcie między sobą! Ambicja mówi, że wszystko ma mieć korzyść i przynosić efekty, a ty uważasz przeciwnie.
– To zależy od kontekstu – mruczy Kurtuazja.
– Ty siedź cicho – wytykasz ją palcem. – Od bycia miłym jeszcze nikt nie dostał Nobla.
– Ale Kurtuazja ma rację – wtrąca się Ambicja. – To zależy od czynności.
– Aha. Czyli film w sobotę to marnowanie życia, ale noszenie komuś kartonów to inwestycja w relacje?
– Dokładnie – potwierdza Uczynność z dumą.
Zamykasz oczy i łapiesz się za głowę.
– Czy wy naprawdę nie widzicie, że to jest wykorzystywanie? – pytasz, rozglądając się po ich niemal ludzkich twarzach. – Moja koleżanka to egoistka, a ja w Uczynności jej pomagam, w Kurtuazji udaję serdeczność, w Uśmiechu sympatię, w Ambicji wyręczam ją w pracy, a w Milczeniu nie mogę nawet powiedzieć, co myślę! Nie mam mieć oczekiwań, ale mam żyć według oczekiwań innych?
Zapada cisza. Tylko Milczenie drży lekko, jakby chciało coś powiedzieć, ale nie może. Bo taka jego rola – być cicho, nawet gdy ma się najwięcej do powiedzenia.
Patrzysz na rząd swoich masek – są jak w teatrze. Każda z nich ma coś, czego ci czasami brakuje, ale każda zabiera coś w zamian, gdy ją zakładasz. Zabiera tobie twoje emocje i prawo do bycia zmiennym. Wiesz doskonale, że to jak życie w cudzych oczach. Ostatecznie nienaturalne. Zdajesz sobie sprawę, że to absurd i rozumiesz, dlaczego tak bardzo lubisz być w domu. Wracać po pracy do mieszkania i wychodzić ze służbowego outfitu. Wiesz, że w domu nikt na ciebie nie patrzy i wychodzisz również z nałożonej maski.
Może to jest właśnie prawdziwa wolność? Nie ta, o której krzyczy się w mediach, ale ta cicha, w twoim salonie. Kiedy siedzisz w piżamie o trzeciej w nocy i nie musisz nikomu imponować, ani zastanawiać się, co o tobie myśli. Kiedy przestajesz być wizerunkiem, a stajesz się człowiekiem. I tam zaczyna się prawda o tobie – tam, gdzie kończy się odgrywana przez ciebie rola. I kiedy nikt nie patrzy – jesteś sobą.
Karolina Kwiatkowska

Dodaj komentarz