Korpolife

Korpolife w Tajlandii (11): Bangkok – pierwsze dni

Hałas, chaos, tłok… Od paru osób usłyszałam, że nie lubią tego miasta. Ja widzę w nim wielkomiejską metropolię o wielu kontrastach. Spotkanie świata zachodu wyrażane w zachodniej architekturze połączone z mentalnością wschodu. W jednym mieście można zrobić zakupy w nowoczesnych i luksusowych centrach handlowych i na pływających targach.

Floating market – pływający targ

Podczas jednego z pierwszych weekendów, które spędziłam w Bangkoku, Will zaproponowała, abyśmy z Yui i Paolo, kolegą z Włoch, wybrali się na targ. To ważny element poznania kultury i historii miasta.

Bangkok jest położony w dorzeczu rzeki Menam i zamiast dróg aż do początku XX wieku były tam kanały wodne, które służyły za główne arterie transportowe, a także miejsca handlu. Wzdłuż kanałów znajdowały się drewniane domy na palach wbitych w dno kanałów.

Wraz z przybywaniem obcokrajowców, a z nimi koni wykorzystywanych do transportu, a później samochodów, osuszano kanały i budowano drogi. Zachodni obcokrajowcy sprowadzili europejską architekturę, miasto zmieniło się na zachodnią modłę, mieszały się style tajski, europejski i chiński.

Obecnie można zobaczyć, jak dawne życie wyglądało na pływających targach (floating market) lub na przykład czymś w rodzaju skansenu w Pattaya (Pattaya Floating Market).

Przeżyć w mieście

Pierwsza czynność, której należy nauczyć się po przyjeździe do Bangkoku, to przechodzenie przez ulicę. Druga to organizacja transportu.

Przechodzenie przez ulicę

Zielone światło dla pieszych jest umowne, a kierowcy nie zatrzymują się przed przejściami. Strumień samochodów płynie nieprzerwanie, aż ktoś odważny wejdzie na pasy. Wtedy pojedyncze auta zwalniają na tyle, aby piesi mogli przejść. Czekanie przed przejściem, aż kierowcy sami się zatrzymają, jest daremne.

Samych oznaczonych przejść jest mało w Bangkoku, a na wąskich ulicach właściwie nie ma ich w ogóle. Z czasem nauczyłam się, że to nie auta są niebezpieczne, bo można przejść pomiędzy nimi, robiąc slalom, a najgorsze są skutery, które szybko nadjeżdżają, omijają auta i nie zwalniają, widząc pieszych. Pewnego razu jeden z nich zaczepił lusterkiem o ramię mojego męża. Było to bardzo bolesne, jednak kierowca nawet nie zwolnił.

Transport miejski

Skutery są najszybszą i najtańszą formą transportu po Bangkoku. Przedostanie się z jednego końca miasta na drugi zajmuje dwie godziny. Gdy zależało mi na szybkim dojeździe do celu, wsiadałam na skuter, chociaż za każdym razem była to bardzo stresująca podróż.

Autobusy w Bangkoku bez znajomości języka tajskiego to często terra incognita. Zdarzało mi się jeździć nimi po starej części miasta, ponieważ nie ma tam metra, a taksówki w tym rejonie są bardzo drogie i często nie chcą włączać licznika.

Znaleźć przystanek autobusowy to wyzwanie – zazwyczaj jest to słupek z małą tabliczką i napisami po tajsku. Pojazdy są często bardzo stare i bez klimatyzacji, ale też bardzo tanie. 

Metro jest za to doskonale zorganizowane, czyste i wygodne, niestety nie dojeżdża wszędzie.

Dla turystów najlepszą opcją zazwyczaj jest aplikacja Grab, która jest odpowiednikiem Ubera lub Bolta. Ciekawą opcją na pewno są tuk-tuki, czyli coś w rodzaju skuterów z budką dla pasażerów. Zazwyczaj są najdroższe, jest ich pełno w miejscach turystycznych. Cenę zawsze trzeba ustalać przed wejściem do środka.

W innych miastach Tajlandii popularne są songthaew – coś w rodzaju ciężarówki z miejscami do siedzenia na pace.

(cdn)

Dodaj komentarz