Korporacja to miejsce, gdzie nic nie dzieje się przypadkiem, ale wszystko dzieje się „zgodnie z procedurą”. Gdzie mówienie „dzień dobry” bywa zapisane w kodeksie etyki, a wysłanie maila z dopiskiem „as per my last email” jest subtelniejszą formą agresji niż zimne spojrzenie szefa.
Nikt nie wie, kto to wymyślił, ale gdzieś pomiędzy deadline’em, team buildingiem i value alignmentem zgubiono zdrowy rozsądek. I teraz wszyscy gramy w tę samą grę: kto dłużej wytrzyma, zanim zacznie śmiać się głośno podczas kolejnego spotkania o spotkaniu.
- Spotkania o spotkaniach
W każdej korporacji istnieje tajemnicze zjawisko zwane sync call. To coś w rodzaju rytuału, podczas którego grupa dorosłych ludzi łączy się na Teamsach, by wspólnie ustalić… kiedy połączyć się ponownie.
– Czyli umawiamy się na kolejne spotkanie, żeby podsumować dzisiejsze ustalenia? – pyta ktoś z lekkim drżeniem w głosie. – Tak, ale tylko jeśli to będzie offline touchpoint, bo musimy alignować priorytety – pada odpowiedź. I wtedy wszyscy kiwają głowami, choć nikt nie rozumie, co to znaczy.
- Korpo-slang, czyli esperanto open space’u
Korpo ma swój język. Dla niewtajemniczonych brzmi jak zaklęcia z Harry’ego Pottera: deep dive, circle back, loop in, escalate.
Nowy pracownik po pierwszym tygodniu wygląda jak po intensywnym kursie lingwistyki stosowanej. Kiedyś jedna koleżanka zapytała szefa: – Czy mogę po prostu powiedzieć, że czegoś nie wiem? – Lepiej powiedz, że potrzebujesz więcej danych, żeby podjąć decyzję. Brzmi mądrzej, prawda?
- Benefitowa nirwana
Kiedyś benefitem była kawa z mlekiem, dziś – platforma do wellbeingu, w której można zapisać się na zajęcia z mindfulness, joga dla kotów lub konsultacje z trenerem od „zarządzania energią w zespole”.
W pewnej firmie wdrożono nawet aplikację, która codziennie przypominała: Zrób przerwę, weź oddech i uśmiechnij się! Po tygodniu zespół ją odinstalował, bo przypominała o tym głównie podczas prezentacji dla zarządu.
- Wielkie powroty do biura
Po pandemii nadszedł moment powrotu do biur. Firmy wymyślały hasła typu „Together stronger”, „Back to the roots”, albo moje ulubione: „Biuro to nasza supermoc”.
W praktyce „powrót do biura” wyglądał tak: ludzie siedzieli w słuchawkach, na Teamsach, rozmawiając z osobami… które siedziały dwa biurka dalej. Ale HR-y były szczęśliwe, bo frekwencja się zgadzała.
- KPI, czyli Korporacyjne Poczucie Ironii
Każdy ma swoje KPI – czyli magiczne wskaźniki, które udowadniają, że nasza praca ma sens. Przynajmniej w Excelu. Bo w życiu to różnie bywa.
Znam przypadek pracownika, który przez pół roku miał wpisane w cele „poprawę efektywności komunikacji”. Zrealizował to, przestając odpowiadać na maile.
Eksperyment
Korporacja to nie miejsce pracy – to społeczny eksperyment na żywych organizmach. I choć wszyscy narzekają, nikt nie chce uciekać. Bo – jakby nie patrzeć – można tu poćwiczyć cierpliwość, angielski, asertywność i sztukę przetrwania w dżungli Excela.
A gdy już naprawdę wszystko zaczyna wydawać się absurdalne – wystarczy spojrzeć na open space, gdzie ktoś po cichu otwiera chipsy o 10 rano. I przypomnieć sobie, że najwięcej sensu w korporacji mają właśnie te małe, ludzkie momenty.
Bo jak mówi stare korpo-przysłowie: Nie pytaj, po co to robimy – zapytaj, czy da się to zrobić w PowerPoincie.
Sisi Lohman

Dodaj komentarz