Korpolife

Korporacja: teatr absurdów z open space’em w roli głównej

Korporacja to miejsce, gdzie nic nie dzieje się przypadkiem, ale wszystko dzieje się „zgodnie z procedurą”. Gdzie mówienie „dzień dobry” bywa zapisane w kodeksie etyki, a wysłanie maila z dopiskiem „as per my last email” jest subtelniejszą formą agresji niż zimne spojrzenie szefa.

Nikt nie wie, kto to wymyślił, ale gdzieś pomiędzy deadline’em, team buildingiem i value alignmentem zgubiono zdrowy rozsądek. I teraz wszyscy gramy w tę samą grę: kto dłużej wytrzyma, zanim zacznie śmiać się głośno podczas kolejnego spotkania o spotkaniu.

  1. Spotkania o spotkaniach

W każdej korporacji istnieje tajemnicze zjawisko zwane sync call. To coś w rodzaju rytuału, podczas którego grupa dorosłych ludzi łączy się na Teamsach, by wspólnie ustalić… kiedy połączyć się ponownie.

– Czyli umawiamy się na kolejne spotkanie, żeby podsumować dzisiejsze ustalenia? – pyta ktoś z lekkim drżeniem w głosie. – Tak, ale tylko jeśli to będzie offline touchpoint, bo musimy alignować priorytety – pada odpowiedź. I wtedy wszyscy kiwają głowami, choć nikt nie rozumie, co to znaczy.

  1. Korpo-slang, czyli esperanto open space’u

Korpo ma swój język. Dla niewtajemniczonych brzmi jak zaklęcia z Harry’ego Pottera: deep dive, circle back, loop in, escalate.

Nowy pracownik po pierwszym tygodniu wygląda jak po intensywnym kursie lingwistyki stosowanej. Kiedyś jedna koleżanka zapytała szefa: – Czy mogę po prostu powiedzieć, że czegoś nie wiem? – Lepiej powiedz, że potrzebujesz więcej danych, żeby podjąć decyzję. Brzmi mądrzej, prawda?

  1. Benefitowa nirwana

Kiedyś benefitem była kawa z mlekiem, dziś – platforma do wellbeingu, w której można zapisać się na zajęcia z mindfulness, joga dla kotów lub konsultacje z trenerem od „zarządzania energią w zespole”.

W pewnej firmie wdrożono nawet aplikację, która codziennie przypominała: Zrób przerwę, weź oddech i uśmiechnij się! Po tygodniu zespół ją odinstalował, bo przypominała o tym głównie podczas prezentacji dla zarządu.

  1. Wielkie powroty do biura

Po pandemii nadszedł moment powrotu do biur. Firmy wymyślały hasła typu „Together stronger”, „Back to the roots”, albo moje ulubione: „Biuro to nasza supermoc”.

W praktyce „powrót do biura” wyglądał tak: ludzie siedzieli w słuchawkach, na Teamsach, rozmawiając z osobami… które siedziały dwa biurka dalej. Ale HR-y były szczęśliwe, bo frekwencja się zgadzała.

  1. KPI, czyli Korporacyjne Poczucie Ironii

Każdy ma swoje KPI – czyli magiczne wskaźniki, które udowadniają, że nasza praca ma sens. Przynajmniej w Excelu. Bo w życiu to różnie bywa.

Znam przypadek pracownika, który przez pół roku miał wpisane w cele „poprawę efektywności komunikacji”. Zrealizował to, przestając odpowiadać na maile.

Eksperyment

Korporacja to nie miejsce pracy – to społeczny eksperyment na żywych organizmach. I choć wszyscy narzekają, nikt nie chce uciekać. Bo – jakby nie patrzeć – można tu poćwiczyć cierpliwość, angielski, asertywność i sztukę przetrwania w dżungli Excela.

A gdy już naprawdę wszystko zaczyna wydawać się absurdalne – wystarczy spojrzeć na open space, gdzie ktoś po cichu otwiera chipsy o 10 rano. I przypomnieć sobie, że najwięcej sensu w korporacji mają właśnie te małe, ludzkie momenty.

Bo jak mówi stare korpo-przysłowie: Nie pytaj, po co to robimy – zapytaj, czy da się to zrobić w PowerPoincie.

Sisi Lohman

Dodaj komentarz