Wywiad

Lepszego momentu nie będzie. Frankowicze – czas na sąd!

Zdecydowana większość frankowiczów wygrywa dziś sprawy przed sądami – mówi mecenas Jędrzej Jachira, wspólnik w Kancelarii Prawnej Sobota Jachira, która jako jedna z pierwszych w Polsce zajęła się wiele lat temu skuteczną walką o unieważnianie toksycznych kredytów. Jego kancelaria do tej pory wygrała ponad 400 spraw tego rodzaju i uzyskuje codziennie kolejne wyroki.

Maciej Wełyczko: Narodowy Bank Szwajcarii (SNB) podniósł właśnie stopy procentowe, w związku z inflacją w Szwajcarii. Czy to dobry moment dla posiadaczy kredytów frankowych w Polsce na rozpoczęcie walki przed sądem?

Jędrzej Jachira: Jeżeli mamy kredyt we frankach, to lepszego momentu na rozpoczęcie walki w sądzie nie będzie. Po pierwsze – dlatego, że już dziś statystycznie 98 proc. frankowiczów wygrywa w sądach. W innych rodzajach spraw prowadzonych w polskich sądach taki odsetek praktycznie się nie zdarza.
Po drugie – to dobry moment, dlatego że nie widać na horyzoncie nowych ustaw ani wyroków na szczeblu systemowym, czyli przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej lub Sądem Najwyższym. Wszystko, co miało się już rozstrzygnąć, już się rozstrzygnęło.
Po trzecie – minęło sporo czasu od uruchomienia kredytów, które posiadają frankowicze, wiele osób nadpłaciło więc posiadany kapitał. To oznacza, że tacy kredytobiorcy mogą liczyć na zawieszenie spłaty rat kredytu już na samym początku postępowania, czyli nie będą musieli płacić kolejnych rat w jego trakcie. W obecnych, niepewnych czasach, to bardzo istotna informacja.

Warto rozważyć jeszcze jeden aspekt obecnego kryzysu sektora bankowego – mianowicie za kilka lat niektóre z banków mogą ogłosić upadłość, właśnie ze względu na straty wynikające ze spraw z udziałem frankowiczów. Wówczas ci, którzy udali się wcześniej do sądu, będą mogli ustawić się na samym czele kolejki, by wyegzekwować wkrótce bezsporne roszczenia, które posiadają. Wreszcie jest to dobry czas, aby znaleźć remedium na rosnące raty kredytów, na galopujące tempo wzrostu kursu franka szwajcarskiego oraz na podwyższanie stóp procentowych.

Narodowy Bank w Szwajcarii dwa tygodnie temu ogłosił podwyższenie stóp procentowych o pół stawki procentowej i zamierza to czynić co każdy kolejny kwartał o taką samą wartość bazową. Oznaczać to będzie, że do tej pory ujemna stawka procentowa już za chwilę stanie się dodatnia. Wtedy nasi frankowicze odczują wzrost wartości części odsetkowej raty, a co za tym idzie, skutkiem ubocznym będzie również umocnienie wartości franka, który tego samego dnia, gdy doszło do ogłoszenia stóp procentowych w Szwajcarii już wzrósł o 10 proc. Rynek – jak widać – od razu na to zareagował. Nie ma zatem na co czekać, rozstrzygnięcia na szczeblach systemowych dawno zapadły i przynajmniej w naszej kancelarii frankowicze wygrywają codziennie.

Czy zakończenie epidemii COVID-19 usprawniło rozpatrywanie spraw frankowiczów przez polskie sądy?

Do pewnego stopnia – tak. W sprawach frankowiczów sądy z reguły przyjmują konwencję online, czyli prowadzą rozprawy w formie tak zwanej e-wokandy. To rzeczywiście ułatwia postępowanie i metodologię w toczących się sprawach. Czy jest szybciej? Raczej nie, jest porównywalnie, ale mogłoby być wolniej, tak jak było wcześniej. Nie ma natomiast odczuwalnej stagnacji, a są raczej powody optymizmu, ponieważ zdarza się już regularnie, że frankowicze kończą postępowanie już po pierwszej rozprawie. Kiedyś to było nieosiągalne, z reguły powoływano biegłego i przesłuchiwano wielu świadków.

Co dokładnie przeciętny frankowicz może wywalczyć w sądzie?

Przede wszystkim może unieważnić swoją umowę w całości. Oznacza to rozliczenie z bankiem tylko do wysokości otrzymanego kapitału. Najprostszym przykładem będzie sytuacja, w której klient w 2008 roku otrzymał standardowy kredyt na kwotę 300 000 złotych i do tej pory zapłacił już łącznie kwotę na poziomie 350 000 złotych. Gdyby dzisiaj zapadł wyrok, to bank jest zmuszony oddać mu już 50 000 złotych nadpłaty kapitału. Dodatkowo bank zamknie dotychczasowy kredyt, wyda list mazalny stanowiący podstawę do wykreślenia hipoteki i zakończy całą relację kredytową.

Jest to często dla klienta korzyść na poziomie porównywalnym z kwotą otrzymanego kredytu, ponieważ wedle banku przy takim kredycie na dzisiaj, klient ma często do oddania tyle samo albo nawet więcej, niż otrzymał na początku. Oprócz tego klienci uzyskują odsetki za opóźnienie w realizacji świadczenia przez bank. Często jest to dodatkowych kilkadziesiąt tysięcy złotych oraz zwrot innych środków z tytułu posiadania toksycznych produktów kredytowych. Między innymi są to ubezpieczenia niskiego wkładu własnego. W związku z tym dzięki wygranej sprawie klienci regularnie uzyskują ponad kilkaset tysięcy złotych korzyści, kończąc równolegle z kredytem, ratami, hipoteką i figurowaniem w bazie kredytobiorców.

Wspomniał Pan wcześniej o możliwości upadku niektórych banków udzielających niegdyś kredytów frankowych. Czy upadłość banku uniemożliwia dochodzenie frankowiczom swoich praw?

Nie uniemożliwia, ale z pewnością może utrudnić. W momencie, kiedy bank ogłosi upadłość, postępowanie będzie wymagało udziału syndyka i klienci, którzy mają nadpłacony kapitał, czyli bank ma im jeszcze coś do oddania, mogliby mieć problem z uzyskaniem zwrotu.
Te osoby, które pójdą szybciej do sądu, w takim stanie faktycznym mają szanse na uzyskanie tak zwanego zabezpieczenia nawet na majątku banku. To będzie z kolei powodować, że jeśli okaże się, że wartość aktywów w banku gwałtownie spadnie i rzeczywiście pojawi się widmo jego upadłości, to mamy szansę jeszcze przed takim postanowieniem, przed udziałem i wstąpieniem syndyka do sprawy, zająć środki, które nam się należą, wcześniej na rachunku bankowym banku. Dzięki temu będziemy mogli zaczekać bezpiecznie do zakończenia procesu, nawet z udziałem syndyka, ale mając pewność, że pieniądze, o które się staramy, będą dla nas „zarezerwowane”.

Coraz częściej słychać o roszczeniach banków z tytułu wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. Czy klienci powinni bać się takich postępowań?

To prawda, że klienci obawiają się działań prawnych ze strony banków, skierowanych w ich stronę – na całe szczęście jednak niesłusznie. Jesteśmy pierwszą kancelarią w kraju, która wygrała już cztery takie sprawy w całości. W sprawach tych doszło do całkowitego oddalenia powództw banków, sądy przyznały nam rację co do każdego z przedstawionych przez nas argumentów, wskazując, że tego rodzaju żądania banków są nieuzasadnione tak prawnie, jak i faktycznie.
Po pierwsze, dlatego, że prawo unijne chroni pozycję konsumenta, szczególnie biorąc pod uwagę wykładnie dyrektywy 93/13 EWG, która ma za zadanie go chronić i jednocześnie uniemożliwić przedsiębiorcom takim jak banki, które zadziałały nieuczciwie, odzyskanie tego, co legalnie straciły w głównym postępowaniu. Nie miałaby żadnego sensu sytuacja, w której bank, który najpierw przegrywa przykładowe 350 000 złotych, mógł później wystąpić w postępowaniu i odzyskać tę samą kwotę.
Dlatego klienci nie mają uzasadnionych prawnie powodów do obaw. Nawet bowiem w przypadku pozwania klienta przez bank, przystąpienie do sprawy profesjonalnego pełnomocnika zapewnia bezpieczeństwo wygranej. Pomimo tego przypadki pozwów składanych przez banki są bardzo częste. Okazują się one jednak, jak widać, jedynie próbą odstraszenia frankowiczów, którzy już zdają sobie z tego sprawę.

Jak frankowicz powinien przygotować się do walki w sądzie?

Na początku należy przystąpić do wstępnej analizy prawnej. Weryfikujemy umowę kredytową z bankiem, ewentualnie aneksy i pozostałe dokumenty kredytowej. Później szacujemy ryzyko, koszty, obliczamy korzyści oraz określamy dalsze kroki prawne w sprawie. W sieci jest mnóstwo firm proponujących swoje usługi dla frankowiczów – warto wiedzieć, w jaki sposób wybrać tę godną zaufania. Kancelarie, które mają wieloletnie doświadczenie, a w swoim portfolio mogą pochwalić się wyrokami, które zakończyły się prawomocnie i zostały wykonane, to dobry wybór. To pierwszy istotny atrybut kancelarii, która świadczy takie usługi na profesjonalnym poziomie.
Oprócz tego ważne, by była to kancelaria adwokatów lub radców prawnych. No i wreszcie, powinna istnieć możliwość kontaktu bezpośrednio z osobą prowadzącą sprawę, która od początku wytłumaczy istotę postępowania i dalsze założenia, które będą wiązały się bardzo często z udziałem klienta.

Jak wiele czasu zajmuje frankowiczowi samo postępowanie sądowe?

Dla klienta postępowanie wiąże się z jednokrotnym udziałem na posiedzeniu sądu i średnio trzyletnim okresem, w którym się ono zamknie. Każdy frankowicz – w przypadku naszych klientów – jest wcześniej przygotowywany do tego posiedzenia. Przedstawiamy rzetelnie strategię, która będzie związana z udziałem klienta w sprawie. Banki ponadto zawsze odwołują się od niekorzystnych wyroków, ale również często przegrywają te postępowania odwoławcze.

Wydaje się, że coraz więcej banków wychodzi z propozycjami ugodowymi w stronę klientów frankowych, czy to prawda?

Zgadza się – propozycji ugód jest coraz więcej. Należy jednak z bardzo daleko idącą ostrożnością traktować propozycje ugodowe banków, ponieważ ich zdecydowana większość jest dla klientów niekorzystna. Nie stanowi ona zwykle nawet 30 proc. tego, co można uzyskać w sądzie. Kredytodawcy coraz częściej próbują przedstawiać takie propozycje, które dla klienta są niezrozumiałe, ale korzystne dla banków.
Moja rada jest więc następująca: mamy dzisiaj najlepszy moment na to, żeby pójść do sądu i unieważnić swoją umowę frankową. Za chwilę może okazać się, że w sądach będzie tak wielu frankowiczów, którzy wcześniej zwlekali z wniesieniem spraw, że uzyskanie wyroku zajmie dużo więcej czasu, niż mogłoby nam się teraz wydawać.

Dziękuję za rozmowę

Maciej Wełyczko

Dodaj komentarz