„Fantazja, fantazja, bo fantazja jest od tego, aby bawić się, aby bawić, aby bawić się na całego” – śpiewały Fasolki w moich młodzieńczych latach. Była to moja ulubiona piosenka, a jej słowa idealnie oddają dziecięcą wyobraźnię i wiarę w magię. Kochałam ten czas, gdy każdy przedmiot wydawał się żywy, a zabawki ożywały, gdy tylko odwracałam wzrok – i było to przed czasami Toystory. Wspominam te chwile z nostalgią.
Według teorii Jeana Piageta, okres między 2. a 7. rokiem życia to czas magicznego myślenia, naturalny etap rozwoju dziecka. Gdy brakuje wiedzy i doświadczenia, by logicznie wyjaśnić świat, dzieci wypełniają tę lukę fantazjowaniem i tworzeniem własnych teorii. Kwiat zakwita, bo dobra wróżka rzuca na niego czar. Dwa kamyki podróżują do morza i poruszają się, gdy nie patrzymy. Biedronki lecą do nieba, by przynieść nam chleb. Mam wrażenie, że w trudnych sytuacjach rodzinnych, takich jak alkoholizm czy agresja, dzieci często uruchamiają wyobraźnię ze zdwojoną siłą. Uciekają w świat fantazji, bo nie potrafią zrozumieć zachowania rodziców. Wyobrażają sobie, że zły czarownik zamienia ich w potwory, a one same mają moc zmiany sytuacji.
Ten okres magicznego myślenia przemija samoistnie, jeśli rozwój przebiega prawidłowo. Przychodzi czas myślenia logicznego, a następnie zdolność abstrakcyjnego i krytycznego rozumowania. Tak powinien wyglądać prawidłowy cykl rozwoju.
Niestety, niektórzy dorośli nadal przejawiają magiczne myślenie, jakby zatrzymali się na poziomie pięciolatka. Wierzą w magiczne przedmioty, które mają wpływ na rzeczywistość oraz w każdą informację z mediów.
W dobie deepfake’ów trudno odróżnić prawdę od fałszu – potrzeba dużych pokładów krytycznego myślenia, by oddzielić ziarno od plew. I zmierzyć się z bolesną prawdą, że żyję w błędzie, że być może ci inni mają rację. Zadać sobie pytanie: a co jeśli… i odwrócić swój tok myślenia. A co jeśli szef ma rację mówiąc, że zadanie było niedokładnie wykonane? Ale pomyśl, jakby to było mieć szefa który akceptuje wszystkie twoje projekty.
Joanna Flis mówi, że dorosłość zaczyna się, gdy odkrywamy, że życie rozczarowuje, a dojrzałość – gdy uznajemy, że można je przeżyć dobrze mimo rozczarowań. Ostatnio mam wrażenie, że narracja w głównym nurcie komunikacji coraz częściej opiera się na myśleniu magicznym, zamiast na dojrzałej postawie.
Nie jestem pesymistką. To postawa, która daje moc sprawczą: wiem, na co mam wpływ, a co mogę odpuścić. Nie boję się pytać: „A co, jeśli nie mam racji?”. Często jej nie mam, ale prawdziwy zachwyt życiem rodzi się wtedy, gdy akceptujesz to, co widzisz, masz nadzieję i dostrzegasz piękno mimo wszystko.
Dorota Dabińska-Frydrych

Dodaj komentarz