W różnych korporacjach spędziła 17 lat. Zajmowała się sprzedażą i wprowadzaniem nowych usług na rynek polski (np płatności odroczone). W końcu podjęła decyzję, żeby postawić na własny biznes. Teraz pomaga kobietom czuć siebie, zażegnać wypalenie zawodowe i brak energii do życia i pracy. Dzięki niej odzyskują wigor i życiową energię.
Mirosław Mikulski: Jak trafiła pani do korpo?
Iwona Mackiewicz: Pracę przy Domaniewskiej zaczynałam od najniższego szczebla czyi od call center. Miałem wtedy 20 lat, studiowałam filologię rosyjską i chciałam być tłumaczem. Szybko zaczęłam pracować z klientem biznesowym, co było dla mnie wyzwaniem, ponieważ wyglądałam bardzo młodziutko, a spotykałam się z właścicielami firm, którzy byli już po pięćdziesiątce (śmiech). Dużo mi to dało. Wtedy też zaczęłam pracować z podświadomością i mindsetem. Mindest, bo nie wszyscy o tym wiedzą, jest tym, jak myślimy i budujemy siebie, swoją tożsamość.
Dlaczego zmieniła pani pracę?
W zasadzie jej nie zmieniłam, tylko w końcu zaczęłam robić to, co mnie od zawsze wołało, a na co potrzebowałam czasu w sobie. Praca z kobietami, to jest coś co mnie wołało od dziecka – tylko nikt nie zostaje mentorką od urodzenia- potrzebne jest przejście pewnej drogi, doświadczenie swoich trudnych momentów, teź wypalenia by później rozumieć doskonale kobiety, które do mnie przychodzą. Tego nie da się nauczyć – to się buduje w sobie latami.
I właśnie te 17 lat w korporacjach dał mi to ogromne pole doświadczeń, własnego wypalenia życiowego, dzięki czemu dziś kiedy kobieta mówi mi o swoich uczuciach- to ja ją czuję dogłębnie i rozumiem.
Czym teraz się pani zajmuje?
Mam specyficzne spectrum działania. Swoją działalność kieruję głownie do kobiet, które się wypalają, nie mają już energii do pracy i nie czują radości z życia. Życie wygląda zupełnie inaczej kiedy człowiek się budzi i jest zakochany w swojej pracy, tak jak ja. Dlatego w korpo miałam fantastyczne wyniki. Wstawałam z łózka i cieszyłam się, że nastał nowy dzień! Szłam na spotkanie z klientem i korzystałam z tego na tysiąc procent. Teraz też tak jest. Mój obszar działania obejmuje ciało, umysł i duszę.
Uważam, że człowiek jest CUDem, całością a nie tylko wynikami w pracy. Wszystko zaczyna się od środka. Jeśli zbudujemy siebie, jako człowieka, który wie kim jest, jakie ma talenty i misję w życiu, to wtedy łatwiej nam zbudować swoje życie zawodowe. Jeśli ktoś pracuje tylko dla pieniędzy to się szybko wypala i często chodzi na L-4. Też kiedyś czasami tak robiłam dopóki nie miałam zbudowanego balansu pomiędzy pracą a sobą – praca zdalna pomogła mi zadbać o life-work-balance.
Mówi pani o sobie, że jest mentorką transformacji kobiet…
Mam na przykład klientkę, która jest prawnikiem. Wydawałoby się, że w tej pracy musi mieć bardzo poukładamy świat, a jednak korzysta z moich rad, choć wcześniej nie czuła takiej potrzeby. Pracujemy w głębokim mentoringu i po pięciu miesiącach jej życie totalnie się zmieniło. Odzyskała wigor i poczuła swoje ciało. Zawsze zaczynam od kosmogramu. Sprawdzam duszę osoby, która do mnie przychodzi i to czy jest ona w odpowiednim miejscu w swoim życiu.
Czasami ktoś skończył studia, ale nie robi tego, do czego został stworzony, bo ma inne talenty. Często osoby o talentach artystycznych wypalają się w korporacjach, bo nie do tego zostały stworzone i nie mają poczucia, że robią coś sensownego. Kosmogram i Human Design pozwala nam zrozumieć siebie, ludzi i świat. Później wchodzi praca z ciałem, różne praktyki i relaksacja. Kiedy pracujemy już głębiej to dochodzi praca z umysłem na głębokim poziomie czyli hipnoza – praca z podświadomością i nadświadomość. W hipnozie można przepracować swoje lęki i pokonać strach.
Miałam na hipnozie dziewczynę, która twierdziła, że nie umie robić prezentacji i nie nadaje się do tego, choć z jej talentów wynikało, że jest odwrotnie. Miała do tego talent, ale od dzieciństwa była zablokowana. Hipnoza pomaga na tego typu problemy, choć nie jest uznana przez naukę.
Gdzie się pani tego wszystkiego nauczyła?
Robiłam certyfikację na astrocoacha, coacha podświadomości i hipnozy. Trwało to dziewięć miesięcy. Poza tym medytuję od ósmego roku życia, więc niektóre rzeczy przychodzą do mnie automatycznie. Pracuję głównie z kobietami powyżej 35 lat, które mają za sobą wypalenia, głębokie doświadczenia życiowe i mają przestrzeń na pracę ze sobą i swoim ciałem.
Ważna jest świadomość. Żeby coś zmienić w życiu trzeba być na to gotowym i pracować nad sobą. Nie wystarczy pójść na jeden wykład, posłuchać czegoś przez dwa dni. Potrzebne jest zaangażowanie.
Przychodzą do mnie osoby, które prowadzą własne biznesy, zarabiają dużo pieniędzy, ale są tak zmęczona, że nawet nie mają ochoty ich wydawać i nie są zadowolone ze swojego życia. Proces wychodzenia z takiego stanu trwa kilka miesięcy.
Dużo takich przemian pani widziała?
Od kiedy rozpoczęłam pierwszy mentoring grupowy, swoje procesy przemiany, które zmieniły ich życie przeszły ze mną 33 kobiety. Teraz stworzyłam również dwa autorskie programy do samodzielnej pracy, bez mojej obecności, ale nadal z moim głosem i prowadzeniem. Te procesy można kupić w moim sklepie i wszystko dzieje się automatycznie. „Proces Przebudzenia MOCY”, który opracowałam jest skierowany praktycznie do każdej kobiety, która chce poczuć własne ciało i siebie. Są tam praktyki na ciało, audio praktyki do pracy z podświadomością, głęboka hipnoza i 1h konsultacja na video ze mną. On może być pięknym początkiem przed głęboką pracą ze mną w procesie 1:1.
Chyba trafiła pani w dziesiątkę, ponieważ osób, które są niezadowolone ze swego życia i chciałaby je zmienić jest sporo?
To prawda, ale nie wszystkim da się pomóc. Dlatego właśnie stworzyłam te programy dostępne w moim sklepie. Mam kontakt z tymi kobietami, które je kupują, więc wiem jak na nie działają. Czasami okazuje się, że wcale nie chodzi o pracę i to nie ona jest źródłem niezadowolenia. One po prostu są zmęczona życiem i przebodzcowane. Z tego powodu mają w sobie różne lęki i strachy. Niektóre blokady trwają latami i ciągną się od dzieciństwa. Można je przepracować, ale trzeba się w to zaangażować. Moje klientki naprawdę zmieniają swoje życie.
Musi pani czuć dużą satysfakcję ze swojej pracy?
Oczywiście, to chyba słychać w moim głosie (śmiech). W korporacjach jest dużo kobiet i mężczyzn, którzy potrzebują poczuć wigor, odzyskać radość życia. Często widzę ludzi, którzy zachowują się, jakby byli odłączeni od swego ciała i poruszają się jak roboty. Nie czują siebie i wtedy pojawia się depresja, wypalenie zawodowe i rożne choroby. A wystarczy poświęcić dwadzieścia minut dziennie dla siebie, żeby poczuć się lepiej. Wtedy uśmiechamy się do życia.
Rozmawiał:
Mirosław Mikulski

Dodaj komentarz