Lepsze życie

Mężczyzna w relacjach: Jak właściwie mają inni?

Dziś o pułapce „muszę” i „powinienem”, która prowadzi do poczucia życiowego utknięcia i izolacji oraz o tym, w jaki sposób można spróbować skorzystać z kontaktu z innymi mężczyznami, którzy mierzą się z podobnymi wyzwaniami natury emocjonalnej.

Na podstawie własnych doświadczeń w pracy z męskimi grupami, postaram się przybliżyć, jak praca w autentycznej, wspierającej wspólnocie pomaga w zrzuceniu emocjonalnej zbroi. To właśnie w grupie mężczyźni uczą się komunikować swoje granice, wyrażać emocje i odkrywać, że w dzieleniu się swoimi historiami tkwi prawdziwa siła.

Co przeszkadza?

O sile płynącej z grupy i o tym, jak trudne, ale jednocześnie korygujące i wzmacniające, bywa autentyczne spotkanie z innymi mężczyznami pisałem w jednym z poprzednich artykułów z cyklu „Mężczyzna w relacjach” (wrzesień 2024). Dziś chciałbym pójść o krok dalej i przyjrzeć się bliżej temu, co przeszkadza nam w budowaniu tych autentycznych, wspierających relacji, czyli naszym wzorcom, sztywnym rolom i emocjonalnej zbroi, którą tak często, jako mężczyźni, zakładamy.

Prawie nigdy autentyczni

Zacznę od prostego i ważnego pytania: jak często, jako mężczyźni, pozwalamy sobie na bycie autentycznymi? Jak często mówimy: „nie radzę sobie”, „boję się”, „jest mi smutno”, nie dodając do tego żadnych usprawiedliwień, czy żartów, które miałyby rozładować napięcie i ukryć prawdziwe emocje? Wiem z własnej praktyki i z rozmów z dziesiątkami mężczyzn, że to pytanie wywołuje ogromny dyskomfort. Odpowiedź najczęściej brzmi: prawie nigdy.

Wielu z nas, mężczyzn, wychowało się w świecie, w którym emocje, zwłaszcza te uznawane za „słabe”, były traktowane jak coś niepokojącego, czego należy się pozbyć. Dziecięce oznaki emocjonalności raczej spotykały się z surową reakcją, a lęk przed niepowodzeniem był odbierany jako słaby charakter i w taki sposób oceniany. Emocje były więc przeżywane jako coś co przeszkadza, więc nauczyliśmy się je tłumić, unikać, a czasem nawet wyśmiewać. Wracam tu do tego, co często pojawia się w tekstach z cyklu, ale trudno mi o bardziej trafne określenie niż emocjonalna zbroja.

Emocjonalna zbroja

Zbroja wydaje się nam bezpieczna. Chroni nas przed oceną, konfrontacją, okazaniem lęku, smutku czy rozczarowania. Problem w tym, że ta zbroja odcina nas nie tylko od trudnych uczuć, ale także od radości, bliskości, intymności i prawdziwego kontaktu ze sobą oraz z innymi. Zamiast przeżywać pełnię uczuć, odczuwamy jedynie coraz większe napięcie.

Życie w tej zbroi to nieustanne funkcjonowanie w trybie „muszę” i „powinienem”, zamiast z „chcę” i „potrzebuję”. To pułapka, w której czujemy, że musimy być twardzi, niezłomni, radzić sobie z każdą presją i przeciążeniem, zarówno prywatnie, jak i zawodowo. Ten brak elastyczności, te sztywne i niefunkcjonalne role, które przyjmujemy w grupach i w życiu, często prowadzą do poczucia „utknięcia” na którymś etapie. Nagle orientujemy się, że choć z pozoru wszystko mamy, czyli dobrą pracę, rodzinę, status, a w środku czujemy pustkę. Trudno nam komunikować i obronić swoje granice, bo nigdy nie nauczyliśmy się ich stawiać wprost, bez agresji czy poczucia winy. Strach przed oceną staje się paraliżujący, a brak autentyczności w relacjach prowadzi do izolacji, nawet w tłumie, w rodzinie, wśród znajomych.

Nawiązanie kontaktu z emocjami

Jako psychoterapeuta pracujący z mężczyznami w grupach terapeutyczno-rozwojowych, obserwuję, jak olbrzymim wyzwaniem jest dla nas nawiązanie kontaktu z własnymi emocjami i nauczenie się wyrażania ich w zdrowy i rozwojowy dla siebie oraz otoczenia sposób. Ale wiem też, że jest to możliwe i jest to proces, który przynosi ulgę, poczucie wolności i autentyczności.

Ten proces zaczyna się w momencie, gdy odważamy się otworzyć. Nie jest to moment, w którym przestajemy odczuwać lęk, tylko decydujemy się na coś mimo tego uczucia. Zamiast udawać, że wszystko jest w porządku, uczymy się przyznawać do swoich słabości. W grupie, gdzie panuje zasada poufności i akceptacji, mężczyźni odkrywają, że to, co uważali za wstydliwe, jest uniwersalnym ludzkim doświadczeniem. Gdy słyszą, jak inni mężczyźni opowiadają o swoich trudnościach w relacji z partnerkami, z ojcami, o lęku przed porażką w pracy, czy o poczuciu osamotnienia, nagle znikają bariery. Rodzi się solidarność, a na jej fundamencie buduje się zaufanie. To właśnie w tych momentach następuje korygujące wzmocnienie, o którym pisałem w poprzednich artykułach – odkrywasz, że nie jesteś sam, a twój lęk nie jest oznaką słabości, ale częścią bycia człowiekiem, bycia mężczyzną.

Bezpieczne środowisko

Praca w grupie to nie tylko mówienie o problemach, to także praktyka autentyczności w działaniu. To uczenie się, jak komunikować swoje granice w sytuacji, która nie jest komfortowa. To mierzenie się z lękiem przed konfrontacją, ale w bezpiecznym środowisku. To nauka wyrażania złości bez agresji i smutku bez poczucia wstydu.

Krok po kroku, uczestnicy zauważają, że przyjmują w grupach różne sztywne i niefunkcjonalne role, a następnie, z pomocą pozostałych, uczą się je porzucać. Od tej pory zamiast udawać twardziela, mędrca, czy żartownisia, uczysz się być po prostu sobą. To wyzwolenie, które zmienia nie tylko sposób, w jaki funkcjonujesz w grupie, ale także w twojej rodzinie, związku i w pracy.

Wiem z doświadczeń z poprzednich edycji, że praca w grupie daje wszystkim uczestnikom możliwość autentycznego spotkania – ze sobą i z innymi mężczyznami. To nie tylko miejsce na wyrażanie siebie, ale też na przyjęcie swojej autentyczności i tego, jak bardzo możemy się od siebie różnić. Tu będziesz czerpać z historii i doświadczeń życiowych innych mężczyzn, uczyć się od siebie i wzajemnie się wspierać. To miejsce, gdzie mężczyźni, którym trudno odnaleźć się w grupie lub zauważają, że przyjmują w grupach różne sztywne i niefunkcjonalne role, mogą wreszcie spróbować inaczej.

Zapraszam na ManKind

Jeśli te słowa rezonują z twoimi doświadczeniami i czujesz, że nadszedł czas na zmianę, na zdjęcie tej niewidzialnej zbroi, zapraszam do wspólnej pracy.

W październiku 2025 r. we Wrocławiu rozpocznie się kolejny, piąty już, roczny proces grupowy ManKind dla mężczyzn, którzy potrzebują wsparcia i rozwoju. To szansa, by ruszyć z miejsca utknięcia i zacząć budować życie, które przeżywasz z poziomu potrzeb, a nie tylko powinności. To szansa, abyś w końcu nawiązał kontakt ze swoimi emocjami i nauczył się je wyrażać w zdrowy i rozwojowy dla siebie i otoczenia sposób.

 

Witold Janowski

Dodaj komentarz