Przyjechał do Krakowa z Turcji. Miasto Gaziantep, z którego pochodzi, znane jest z pistacji i robionej z nich baklawy. Burak, bo tak ma na imię, początkowo pracował w międzynarodowej korporacji, ale szybko odkrył w sobie talent kulinarny. Założył w Polsce firmę Pistachio Box i zaczął sprzedawać tureckie słodycze. Dołączyła do niego jego partnerka życiowa Anna, a kilka lat później Ewelina Bakalarz ze swym mężem Adamem. Z Burakiem i Eweliną rozmawiamy o tym niezwykłym biznesie.
Mirosław Mikulski: Jak pan trafił do Polski?
Burak: W Turcji pracowałem przy różnych projektach socjalnych, a potem przyjechałem do Polski i trafiłem do dużego, międzynarodowego koncernu paliwowego w Krakowie. Ta praca nie była jednak moim marzeniem. Po ponad dwóch latach zrezygnowałem z niej i znalazłem nowe zajęcie. Zacząłem też piec ciasteczka, ale tylko na własny użytek. Znajomi powiedzieli mi wtedy, że jestem świetnym kucharzem i powinienem to robić przez całe życie.
Posłuchał Pan ich rady?
Tak, stwierdziłem, że to dobry pomysł. Kiedy poleciałem do swego domu w Turcji, postanowiłem sprzedawać tureckie ciasteczka w Polsce. Przed pójściem spać zamieściłem ogłoszenie na Facebooku, a już następnego dnia rano miałem trzydzieści trzy zamówienia, głównie od ekspatów, którzy czasowo przebywali w Polsce. Po tej jednej nocy i takiej liczbie zamówień zdecydowałem się wejść w nowy biznes.
Powiedziałem bratu, który drukował opakowania na te ciasteczka, żeby przesłał mi do Polski trzy tysiące pudełek. Wciąż pracowałem w korporacji w Krakowie, ale już sprzedawałem ciasteczka. To wszystko działo się podczas lockdownu, kiedy ludzie pracowali w domach i zakupy robili przez internet. Byłem na fali i przez pierwsze pół roku sprzedaż ciągle rosła. Moje przychody wynosiły wtedy ok. 30 tys. złotych miesięcznie, a sprzedawałem tylko przez sieć.
W 2021 roku otworzyłem kawiarnię w centrum Krakowa. Zdecydowałem się na ten krok, choć miałem w kieszeni tylko 9 tys. zł.
Po kawiarni przyszedł czas na własną halę produkcyjną…
Burak: Po pięciu latach zaczęliśmy produkcję ciastek w Skawinie, gdzie mamy halę o powierzchni 500 m2. Produkujemy tam baklawę, którą wysyłamy do sklepów i restauracji w całej Polsce oraz do innych europejskich krajów. Potem otworzyliśmy mały sklep i nową kawiarnię na Kleparzu w Krakowie, ale wciąż moimi odbiorcami byli głównie Turcy. Chciałem dotrzeć do polskich klientów, a do tego potrzebny mi był polski partner. Zacząłem więc rozmowy z Eweliną i jej mężem.
Ewelina Bakalarz: Mój mąż został wspólnikiem Buraka, a ja jestem konsultantem do spraw rozwoju marki. Poznaliśmy się przez sieć znajomych. Można powiedzieć, że był to szczęśliwy zbieg okoliczności. Burak szukał partnera biznesowego, który zna polskie realia i pomoże mu się rozwinąć. Wcześniej przez wiele lat pracowałam w korporacji, więc mam duże doświadczenie w biznesie.
Produkcja na masową skalę to zupełnie inna działalność niż sprzedaż w Internecie czy prowadzenie kawiarni. Nie bał się pan skoku na głęboką wodę?
Burak: To kwestia charakteru. Po pewnym czasie, gdy masz stały dochód, ale pod koniec miesiąca czujesz, że nie wnosisz żadnej wartości dodanej, musisz szukać czegoś nowego. Zawsze chciałem się rozwijać. Jeśli nic nie robię, czuję się źle. Taki już jestem.
Co dała panu praca w korporacji?
Nauczyłem się, żeby nie ufać nikomu. Poczułem też, że jestem bardziej kompetentny i mogę zrobić więcej niż większość ludzi. To dlatego, że w korporacji widziałem osoby, które ponoszą porażki, a jednocześnie zachowują się tak, jakby ratowały świat. To był udany trening, ale poza tym korpo tak naprawdę nie dało mi nic dodatkowego. Może poza tym, że nauczyłem się być bardziej sprytny.
Lubi pan spędzać czas w kuchni?
Burak: Trudno w to uwierzyć, ale aż do przyjazdu do Polski nie potrafiłem nawet zrobić spaghetti! Wcześniej mieszkałem w Gaziantep, kulinarnej stolicy Turcji, gdzie wszędzie jest dostęp do jedzenia i to w naprawdę dobrych cenach. Pewnie z tego powodu wielu miejscowych mężczyzn nie gotuje w domach.
Po przeprowadzce do Krakowa musiałem jednak liczyć na siebie. Zacząłem gotować i okazało się, że robię to dobrze. Szybko to polubiłem. Podczas COVID-u większość czasu spędzałem w domu i w kuchni pojawiałem się jeszcze częściej. Zacząłem też robić ciasteczka z pistacji, które przywoziłem z domu. Dawałem je do spróbowania znajomym i zorientowałem się, że jestem dobry w pieczeniu. Zacząłem więc szukać rodzinnych przepisów. Poprosiłem też brata w Turcji, żeby wypytał znajomych o ich sekretne przepisy. Zdobył je i teraz mamy naprawdę wyjątkowe słodycze, m.in. ciasteczka pistacjowe i pastę pistacjową. Są lepsze niż w Gaziantep!
W czym się pan specjalizuje?
Teraz już nie pracuję w kuchni — zatrudniamy mistrza od baklawy i to on się tym zajmuje. Nie robię baklawy, bo tego trzeba się uczyć właściwie od dziecka. Wiem, jak ją zrobić, zastępowałem nawet przez kilka dni mojego mistrza, ale to naprawdę wymaga dużego doświadczenia. Dlatego się poddałem.
Zamiast tego nauczyłem się robić świetne lody. Wcale nie było to łatwe. Uczyłem się przez dwa miesiące na podstawie materiałów z internetu. Zmarnowałem wiele składników, ale w końcu udało się. Pochwaliła mnie za nie nawet Anna Starmach, znana m.in. z programu MasterChef. Przypadkiem przechodziła obok naszej kawiarni, spróbowała moich lodów i potem napisała na Instagramie, że to najlepsze pistacjowe lody na świecie.
Ma Pan receptę na sukces?
Najważniejsza jest pasja – trzeba kochać to, co się robi. Ale to dopiero początek. Do tego dochodzi ciężka praca. Niezwykle ważny jest też internet: działania w sieci to konieczność. Internet to chyba druga najważniejsza rzecz po pasji. Bez obecności w sieci sukces jest chyba niemożliwy.
A plany na przyszłość?
Chciałbym, żeby Pistachio Box było najbardziej znaną z pistacji firmą w Europie. Żeby każdy, kto w Polsce lub w Europie pomyśli o pistacjach, od razu miał w głowie: „Hej, bierzemy to od Pistachio Box!”. Nieważne, czy chodzi o krem pistacjowy, mleko pistacjowe, same pistacje czy dowolny deser z pistacjami. A najbliższa przyszłość? Naszym celem jest zwiększenie sprzedaży internetowej i dotarcie do większej liczby sprzedawców hurtowych.
Rozmawiał Mirosław Mikulski


Dodaj komentarz