Presja wyników, napięte relacje w zespole, brak pewności siebie czy zwykłe zmęczenie – to tylko część powodów, dla których pracownicy sięgają po alkohol w ciągu dnia pracy. Zjawisko, które do niedawna kojarzono raczej z zawodami związanymi z pracą fizyczną, coraz częściej dotyczy menedżerów i osób na kierowniczych stanowiskach. Raport Instytutu Człowieka Świadomego we współpracy z Grupą Badawczą DSC nie pozostawia złudzeń: w polskich firmach mamy do czynienia z problemem, o którym mówi się zbyt rzadko.
Alkohol zamiast kawy?
Przez lata temat picia w pracy pozostawał tabu. Tymczasem badanie przeprowadzone na grupie 3,5 tys. dorosłych pokazuje, że alkohol jest obecny w codziennym życiu wielu Polaków – także w godzinach pracy. Jeszcze dekadę temu tylko co dwunasty badany przyznawał się do wypicia kieliszka wina czy szklanki piwa w czasie pracy. W najnowszym raporcie wskazano, że niemal co druga osoba zadeklarowała, że była świadkiem takich sytuacji.
W niektórych branżach picie bywa wręcz „cicho akceptowane”. W budowlance czy gastronomii zdarza się, że lampka wina lub kieliszek wódki traktowane są jako element specyfiki zawodu. Ale problem nie ogranicza się tylko do zawodów związanych z pracą fizyczną. Badanie wskazuje, że coraz częściej po alkohol sięgają menedżerowie – osoby, które na co dzień zarządzają zespołami, odpowiadają za wyniki i budują wizerunek organizacji.
Kobiety coraz bardziej obciążone
Ciekawym wnioskiem z raportu jest rosnący udział kobiet w tej grupie. Autorzy zwracają uwagę, że wraz z dążeniem do awansów i przejmowania wyższych stanowisk, kobiety mierzą się z podobną presją jak mężczyźni – a do tego często łączą obowiązki zawodowe z rodzinnymi. To sprawia, że stres staje się podwójny, a kieliszek wina w pracy lub tuż po niej bywa traktowany jako sposób na odreagowanie.
Picie „po cichu” w garniturze
Nałóg menedżerski wygląda inaczej niż stereotypowe wyobrażenia o pracowniku pod wpływem. To niekoniecznie spektakularne sytuacje, które można łatwo zauważyć. Częściej mowa o małych dawkach, ukrytych buteleczkach czy „małpkach” wypijanych dyskretnie między spotkaniami. – Tego rodzaju picie przez osoby zajmujące kierownicze stanowiska jest szczególnie niebezpieczne – podkreślają autorzy badania. – Z jednej strony trudniej je zauważyć, z drugiej jednak pracownicy niższego szczebla szybko uczą się, że to zachowanie bywa tolerowane. A skoro szef może, to czemu nie inni?
Dane są niepokojące: aż 67 proc. respondentów zna przypadki osób – głównie menedżerów – które twierdziły, że alkohol pomaga im radzić sobie ze stresem w pracy.
Konsekwencje dla biznesu
Obecność alkoholu w miejscu pracy nie jest jedynie problemem zdrowotnym jednostki – to także realne straty dla całej organizacji. ZUS podaje, że w 2024 roku lekarze wystawili blisko 9,5 tys. zwolnień lekarskich z powodu problemów wynikających z nadużywania alkoholu. To aż o 45 proc. więcej niż rok wcześniej. W praktyce oznacza to niemal 100 tys. dni absencji – koszt, który firmy ponoszą w formie obniżonej produktywności, dezorganizacji pracy zespołów i konieczności zastępstw.
Pracownik pod wpływem to także większe ryzyko błędów, impulsywność, problemy z koncentracją i ograniczona zdolność do podejmowania trafnych decyzji. W środowisku biurowym może skończyć się to np. wstydliwą wpadką w prezentacji przed klientem, w pracy fizycznej – poważnym wypadkiem.
Kultura integracji na zakręcie
Polskie firmy przez lata budowały kulturę integracji opartą na alkoholu. Wyjazdy firmowe, wieczory przy winie, „team building” w pubie – to codzienność w wielu organizacjach. Raport pokazuje jednak, że takie podejście przynosi niepożądane efekty. Zamiast budować więzi, normalizuje picie w godzinach pracy.
Eksperci apelują, by zmieniać sposób myślenia o integracji. Wspólne wyjście na ściankę wspinaczkową, rowery, a nawet zwykły spacer połączony z rozmową mogą przynieść lepsze rezultaty niż kolejna zakrapiana impreza. – Firmy powinny poważnie zastanowić się, jakie sygnały wysyłają pracownikom, kiedy każdą okazję do integracji wiążą z alkoholem – podkreślają autorzy badania.
Potrzebne działania systemowe
Choć duża odpowiedzialność spoczywa na pracodawcach, problem ma także wymiar systemowy. Eksperci zwracają uwagę, że szczególnie szkodliwe są popularne „małpki” – tanie, niewielkie butelki mocnych alkoholi, łatwe do ukrycia i wypicia „na raz”. Wprowadzenie ograniczeń w sprzedaży tego typu produktów, zwłaszcza rano, mogłoby znacząco wpłynąć na zmniejszenie skali problemu.
Rozważane są także inne działania legislacyjne, jak bardziej restrykcyjna kontrola sprzedaży alkoholi smakowych czy dodatkowe oznaczenia na opakowaniach. Wszystko po to, by ograniczyć społeczne przyzwolenie na picie w pracy i zmniejszyć ryzyko, że alkohol stanie się codziennym towarzyszem biurowych obowiązków.
Dlaczego warto o tym mówić?
Temat alkoholu w pracy wciąż wywołuje zakłopotanie. Nikt nie chce być „donosicielem”, a pracownicy często bagatelizują problem – szczególnie wtedy, gdy dotyczy on osób na wyższych stanowiskach. Ale milczenie oznacza przyzwolenie, a przyzwolenie – utrwalanie zjawiska.
Dlatego specjaliści apelują o otwartą rozmowę, profilaktykę i wspieranie zdrowia psychicznego w miejscu pracy. W świecie, w którym liczą się wyniki, targety i szybkie decyzje, coraz trudniej o równowagę. Jeśli firmy chcą mieć efektywne i zdrowe zespoły, muszą zacząć traktować temat poważnie.
Sisi Lohman

Dodaj komentarz