Najnowsze wydanie

Praca w korporacji bez obowiązków? Coraz więcej osób mówi: „Nie mam co robić”

Przychodzisz do biura o 8:00. Włączasz komputer. Odpowiadasz na dwa maile. Potem czekasz. Godzinę. Dwie. Trzy. Nikt niczego od ciebie nie chce. Mijają tygodnie, potem miesiące. Brzmi jak marzenie? Dla wielu osób to raczej jeden z najbardziej frustrujących zawodowych koszmarów.

W mediach społecznościowych coraz częściej pojawiają się historie pracowników, którzy zarabiają bardzo dobre pieniądze, ale… nie mają praktycznie żadnych obowiązków. Zjawisko to nie jest nowe, jednak w czasach ogromnych korporacji, wielopoziomowych struktur i ciągłych reorganizacji stało się znacznie bardziej widoczne.

Paradoks? Wcale nie. Im większa organizacja, tym łatwiej o stanowiska, których sens gdzieś po drodze się rozmył.

Dwa lata bez jednego zadania

Karolina, 34 lata, dział finansów w dużej korporacji międzynarodowej, do dziś wspomina swój pierwszy etat z niedowierzaniem.

„Przez pierwsze tygodnie byłam przekonana, że to okres wdrożenia. Potem zaczęłam pytać o zadania, ale słyszałam tylko: »na razie obserwuj«. Mijały kolejne miesiące, a ja codziennie zastanawiałam się, czym właściwie powinnam się zajmować.”

Najtrudniejsze nie było jednak nicnierobienie.

Wszyscy przychodzili do biura, więc trzeba było wyglądać na zajętego. Chodziliśmy z dokumentami pod pachą, robiliśmy długie spacery między piętrami . Czasami ktoś po kilku minutach pytał: “A ty właściwie z jakiego jesteś zespołu?”

Dziś Karolina śmieje się z tych sytuacji, ale przyznaje, że wtedy było jej zwyczajnie wstyd.

Najgorsze było poczucie, że marnuję własne życie.

“Busy theatre”, czyli teatr produktywności

Eksperci od zarządzania od lat opisują zjawisko określane mianem “busy theatre”. To sytuacja, w której pracownicy bardziej skupiają się na sprawianiu wrażenia zapracowanych niż na wykonywaniu realnej pracy.

Długie spotkania, niekończące się prezentacje, maile wysyłane do kilkunastu osób, otwarte arkusze Excela czy szybkie stukanie w klawiaturę – wszystko po to, by wyglądać na zajętego.

Zwłaszcza tam, gdzie efekty pracy trudno zmierzyć.

“Moim zadaniem było… czekanie”

Podobne doświadczenia ma Michał, który pracował w dziale projektowym dużej międzynarodowej organizacji.

Przez większość dnia czekałem. Projekt był zamrożony, ale nikt nie zdecydował się zlikwidować stanowiska. Przez osiem miesięcy codziennie logowałem się do systemu, sprawdzałem pocztę i… tyle.

Próbował zgłaszać przełożonym, że może pomóc innym zespołom.

Za każdym razem słyszałem: “Na razie poczekaj”. To “na razie” trwało prawie rok.

Im większa firma, tym łatwiej zniknąć

Specjaliści HR zwracają uwagę, że podobne sytuacje najczęściej pojawiają się w ogromnych organizacjach zatrudniających tysiące osób.

Tam odpowiedzialność za pracownika często rozmywa się pomiędzy kilkoma menedżerami, a kolejne reorganizacje powodują, że nikt nie ma pełnego obrazu tego, czym faktycznie zajmują się poszczególne osoby.

Nie oznacza to oczywiście, że większość pracowników korporacji nic nie robi. Wręcz przeciwnie – wiele zespołów pracuje pod ogromną presją czasu. Problem polega na tym, że obok nich potrafią istnieć stanowiska, które dawno utraciły swoje uzasadnienie.

“Bałam się odezwać”

Anna przyznaje, że przez długi czas ukrywała swoją sytuację nawet przed rodziną.

Ludzie myślą, że skoro dostajesz dobrą pensję za nic, to wygrałeś życie. Tylko że człowiek codziennie zastanawia się, czy właśnie dziś ktoś nie odkryje, że jest niepotrzebny. To ogromny stres.

Dodaje, że paradoksalnie najbardziej bała się prosić o więcej obowiązków.

Nie chciałam wyjść na problematyczną. W korporacjach często łatwiej przeczekać niż wychylać się przed szereg.

Znudzenie boli bardziej niż nadmiar obowiązków

Psychologowie od dawna zwracają uwagę na zjawisko nazywane boreoutem. To przeciwieństwo wypalenia zawodowego. Nie wynika z nadmiaru pracy, lecz z jej chronicznego braku, monotonii i poczucia bezużyteczności.

Objawy bywają podobne do wypalenia: spadek motywacji, problemy ze snem, pogorszenie nastroju, brak energii, a nawet stany lękowe.

Co ciekawe, osoby dotknięte boreoutem często nie mówią o tym głośno. Obawiają się reakcji otoczenia.

Bo przecież trudno narzekać na sytuację, o której wielu marzy.

“Udawanie męczy bardziej niż praca”

Tomasz przez ponad rok pracował zdalnie.

Na początku byłem zachwycony. Potem zacząłem ustawiać sobie przypomnienia, żeby co kilkanaście minut poruszyć myszką. Wysyłałem wiadomości na Teamsie tylko po to, żeby świecił się zielony status. Miałem wrażenie, że wykonuję spektakl dla systemu.

Po roku sam złożył wypowiedzenie.

Ludzie pytali, dlaczego odchodzę z tak dobrze płatnej pracy. Odpowiedź była prosta – chciałem znowu poczuć, że jestem do czegoś potrzebny.

Czy AI jeszcze zwiększy ten problem?

Coraz więcej prostych zadań administracyjnych przejmują narzędzia oparte na sztucznej inteligencji. To oznacza, że część stanowisk będzie wymagała zupełnie nowego zakresu obowiązków.

Eksperci przewidują, że firmy będą musiały znacznie dokładniej projektować role pracowników. W przeciwnym razie liczba osób wykonujących symboliczne lub pozorne zadania może jeszcze wzrosnąć.

Jednocześnie AI może stać się szansą. Zamiast bezczynnie czekać na kolejne polecenia, pracownicy będą mogli przejmować bardziej kreatywne projekty, analizować dane czy rozwijać nowe kompetencje.

Korporacyjny paradoks

Praca bez pracy brzmi jak spełnienie marzeń tylko do momentu, gdy trzeba przeżyć w niej kilka miesięcy.

Bo większość ludzi nie szuka wyłącznie pensji. Potrzebuje również poczucia sensu, wpływu i świadomości, że ich obecność naprawdę coś zmienia.

A największym paradoksem współczesnych korporacji może być właśnie to, że czasem najtrudniejszą pracą okazuje się… udawanie, że ma się co robić.

 

Dodaj komentarz