Korpolife

Singielka w korpo: Balans według Dagmary

Karolina nieoczekiwanie została wyznaczona przez Izę kierowniczką zespołu projektowego. Dagmara ostrzega ją, by nie dała się wykorzystać dyrektorce i nadmiernie obciążyć pracą.

– A to Magda nic ci nie przekazała? Jest powołany kompletny zespół projektowy. Po waszej stronie było tylko ustalenie koncepcji i celów biznesowych. Póki Magda nie jest oficjalnie na zwolnieniu macierzyńskim, nie będę powoływać zastępcy. Przejmij jej obowiązki.

I szybko dodała:

– Wiem, że będzie tego dużo, deleguj pracę, nie musisz robić wszystkiego sama.

– Jest jeszcze zakres biznesowy, który trzeba dokończyć…

– A tak, faktycznie, przyda się druga para oczu. Poproszę Agatę, żeby ci pomogła.

Wyszłam z gabinetu Izy zaskoczona. Mogła mi to powiedzieć wcześniej. Fenomen tej korporacji polegał na tym, że plotki rozchodziły się błyskawiczne, a ważne sprawy przekazywano jako ostatnie.

Z naszego zespołu w biurze została już tylko Dagmara. Pomyślałam, że potrzebuję chwili przerwy aby ochłonąć, zanim wrócę do komputera.

„Uśmiechnij się, to oszukuje mózg” – przypomniałam sobie radę z książki i wyszczerzyłam zęby w kierunku Dagmary. Zaproponowałam kawę i chociaż był to już prawie koniec jej pracy, wzięła ze sobą kubek i poszłyśmy razem do kuchni.

– Długo tu pracujesz? – zapytałam podczas zaparzania kawy.

– Niebawem miną cztery lata.

– I jak sobie radzisz z tym wszystkim?

Moje pytanie wydało się zbyt ogólne, ale Dagmara mnie zrozumiała. Wyciągnęłam kubek z gotową kawą z maszyny i usiadłam przy kuchennym stoliku.

– Jeśli pytasz o Izę, to ona jest bardzo skoncentrowana na swoich celach. Jeśli będziesz je realizować, to w porządku, chociaż bywa szorstka. – Dagmara spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem. – Jeśli wpada nowy projekt lub temat o wysokim priorytecie, to trzeba się maksymalnie angażować, a później są kolejne zadania. Najważniejsze to pamiętać, że to tylko praca.

– Jasne, to chyba oczywiste – odparłam z pewnością w głosie.

– Mnie też się tak kiedyś wydawało, a także wielu innym, którzy tutaj pracują – przyznała z lekkim grymasem. – A później wydawało mi się całkowicie normalne, że brałam laptop do domu i pracowałam przez całą noc. Oczywiście rano przychodziłam do pracy jakby nigdy nic. Zupełnie normalne było też to, że pracowałam w weekendy. Wiele osób ma takie okresy, póki nie poukłada sobie tego w głowie. Ćwiczysz coś?

Z gotową kawą w dłoni krucha postać Dagmary przysiadła się do stolika.

– Chodzi ci o sport? Nie bardzo – stwierdziłam szczerze.

– Mnie pomogła joga. Pierwszym objawem, że coś jest nie tak, były bolące plecy. Próbowałam cardio, zaczęłam też częściej jeździć na rowerze – ciągnęła Dagmara. – Ostatecznie najlepiej działa na mnie joga.

– Joga to chyba rozciąganie? – przypomniało mi się, że usłyszałam to w jakimś programie śniadaniowym.

– Tak, ale nie tylko chodzi o ćwiczenia. Joga pomaga się wyciszyć i uspokoić, wyrównać oddech. Chodzę na zajęcia do fajnego instruktora. Gdyby nie joga, byłabym przez tę pracę kłębkiem nerwów. – mówiąc to, spojrzała na mnie.

– Rozumiem, chociaż mnie to raczej nie grozi. Bardzo cenię sobie swój prywatny czas.

Dagmara uśmiechnęła się do mnie i łyknęła kawy. Posiedziałyśmy jeszcze chwilę w kuchni i wróciłyśmy do pracy. Punkt siedemnasta Dagmara wyłączyła laptop, schowała go do szafki pod biurkiem i wyszła. Na znak, że potrafię zachować równowagę w swoim życiu, również zakończyłam pracę.

Niedaleko od biurowca, w którym miała siedzibę nasza firma, znajdował się przestanek autobusowy. Wsiadłam w Z-1, linię dowożącą pracowników z Mordoru do stacji metra Wierzbno, zajęłam miejsce i rozłożyłam książkę.

Potem będziemy oboje jak jedno leśne zwierzę, tak blisko siebie, że ani ty, ani ja nie będziemy potrafili rozróżnić, które jest które. Nie czujesz, że moje serce jest twoim sercem?

– Kiedy wybije mój dzwon? Czy w ogóle to się wydarzy? – zadałam sobie pytanie, czytając słowa Hemingwaya.

Przesiadłam się do metra i do centrum, kilka kroków wzdłuż ulicy Świętokrzyskiej i już znalazłam się w pubie. Miejsce nie należało do przytulnych, nie było ani ładne, ani wygodne, zazwyczaj jednak mieściło komplet ludzi.

(cdn)

Aleksandra Tabor

Dodaj komentarz