Korpomama

Task: Życie. Status: Nie ogarniam

Podobno jesteśmy pokoleniem przełomu. My, milenialsi, pomost między światem analogowym a cyfrowym matrixem.

Jesteśmy grupą, którą rodzice (według współczesnych standardów) nieco zaniedbywali, nie dbając o nasze potrzeby emocjonalne. W kontrze do tego, wychowując własne dzieci, staramy się być ultraobecni, uważni i responsywni. Wielu dzisiejszych czterdziestolatków szczyci się tą rewolucją. Ale czy na pewno mamy powód do chwały?

Mam przeczucie, że prawdziwy audyt naszego podejścia przeprowadzą nasze dzieci, gdy same wejdą w wiek średni. Czy spojrzą na nasze wysiłki z wdzięcznością? Jedynym sędzią będzie czas. Bo czy tak naprawdę jesteśmy obecni i czy mamy w sobie dość miejsca, by pomieścić emocje naszych dzieci?

Mowa tu zwłaszcza o nastolatkach – wkraczających w świat, o którym nie mamy zielonego pojęcia. Nie wiemy, jak to jest od urodzenia żyć pod nieustanną presją bycia widocznym, ocenianym i porównywanym w sieci. Jak mamy ich prowadzić, skoro sami nie znamy topografii tego terenu?

Gdy są maluchami, sprawa jest prosta: na każdą krzywdę pomaga przytulenie, „ojojanie” i całus. To wychowanie na niskim poziomie trudności. Schody zaczynają się, gdy dziecko milknie z dnia na dzień, staje się wycofane i przestaje raportować, co przeżywa. Może czują, że nie jesteśmy w stanie tego „pomieścić”? Mimo wielkich starań, udziału w kursach i czytania mądrych książek, pewnej bariery nie przeskoczymy. Jeśli czegoś nie przeżyjesz, nigdy nie dowiesz się, jak to jest naprawdę. Możesz sobie jedynie wyobrażać, a i tak robisz to na podstawie własnych doświadczeń. A w naszych wspomnieniach nie było przerobionego zdjęcia na WhatsAppie, z którego śmieje się cała klasa w czasie rzeczywistym. Oczywiście, nie gloryfikuję lat 90. Były brutalne – można było „zebrać oklep” na prawie każdej ulicy, a przemoc fizyczna była społecznie akceptowana. To był jednak zupełnie inny rodzaj ciężaru, którego nasze dzieci nie są wstanie sobie wyobrazić.

Czy mam na to rozwiązanie? Nie mam.

Pomimo licznych porad, podcastów i wystąpień TEDx, mam poczucie, że w codziennym życiu, podczas szczerych rozmów wychodzi, że mało kto nad tym panuje.

W social mediach prezentujemy piękne laurki, wycinki z życia, które inni biorą za pełny obraz naszej codzienności. Ja też przedstawiam tu jakąś część swojej rzeczywistości i może komuś z boku wydaje się: „Jejku, jaka ona mądra”.

Prawda jest taka, że ja też tego wszystkiego nie ogarniam. Przyznaję się przed Wami: gubię się na własnym podwórku. Staram się i próbuję, ale w świecie tak wielu opcji trudno wybrać tę najlepszą. Może najszczerszym sposobem na przetrwanie jest po prostu przyznanie: „Tak, ja też nie wiem, jak żyć” i zdjąć pelerynę superogarniaczki?

Dodaj komentarz