Korpotata

Tata z nowej perspektywy

Kiedy piszę ten tekst, wojna na Ukrainie trwa już od ponad dwudziestu dni. Zdaję sobie sprawę, że ciężko jest zebrać myśli i skupić uwagę na czymś innym niż doniesienia medialne lub niesienie pomocy naszym sąsiadom ze wschodu. A i tak jest nam przecież dużo łatwiej, bo to nie my musimy nagle uciekać z dziećmi do innego kraju i to nie nam bomby niszczą miasta.
Mimo to pierwszy raz od kilkudziesięciu lat możemy w bezpośredni sposób poczuć, co niesie ze sobą wojna. I wiem, że zakrawa to na hipokryzję, bo przecież świat nie zapomniał o konfliktach zbrojnych i w wielu regionach regularnie trwają walki, ataki na ludność cywilną czy bombardowania. Wszystko jednak zmienia punkt widzenia. Wojny oglądane z perspektywy „newsów” w wieczornych wiadomościach, trwające kilkanaście tysięcy kilometrów od naszej granicy, są jakby mniej realne. Tak, wiem jak strasznie, naiwnie i głupio to brzmi. Ale tak to wygląda dla typowego mieszkańca Starego Kontynentu, który na co dzień martwi się rosnącymi stopami procentowymi a nie tym, czy uda mu się zdobyć coś do jedzenia w zbombardowanym mieście.
Tymczasem wojna na Ukrainie nie tylko toczy się kilkadziesiąt kilometrów od naszej wschodniej granicy, ale dotyka nas bezpośrednio. Nawet tych z nas, którzy nie chcą angażować się w pomoc naszym sąsiadom. Każdy na pewno wie co mam na myśli.

Spróbujmy jednak chociaż na chwilę zmienić temat i pogadajmy o… sporcie. Na początku roku wróciłem do aktywnego trenowania koszykówki. Przerwa trwała niemal… 19 lat! Przyznam, że już zapomniałem, jak wiele radości sprawia mi uprawianie tej dyscypliny. Przez dwie godziny w tygodniu mogę znów poczuć się jakbym miał naście lat, kiedy to marzyłem o tym, aby zajmować się tym sportem zawodowo. To może wydać się dziwne, ale atmosfera szatni, zapach i odgłos odbijanej na parkiecie piłki sprawiają, że na chwilę zapominam o pracy, codziennych problemach czy obowiązkach. Przez kilkadziesiąt minut znów jestem chłopcem ze zbyt śmiałymi marzeniami.
Tym bardziej, że wróciłem nie tylko do trenowania – gram nawet w amatorskiej lidze. Mamy drużynę, są sędziowie, pełne statystyki i tabela ligowa. Jest atmosfera, rywalizacja i ambicje na awans do wyższej ligi. Możliwość sprawdzenia się na parkiecie i oczywiście nowe znajomości. Brzmi trochę jak tandetna ulotka obozu sportowego dla młodzieży, ale to prawda. Jest pełen pakiet.

A po co o tym wszystkim piszę? Duże zainteresowanie moim powrotem do aktywnego trenowania koszykówki wykazał Jasiek. W treningach nie może brać udziału, ale bardzo angażuje się jako kibic naszej drużyny. Podczas ostatniego meczu udzieliły mu się nawet większe emocje niż podczas oglądania naszej reprezentacji piłki kopanej. A po przegranym przez nas meczu to właśnie on był najbardziej zasmucony. Było mi jakoś tak ciepło na sercu, że mój syn tak mnie wspierał. Widziałem też, że był dumny, gdy trafiałem do kosza lub motywowałem moich kolegów z drużyny.
Dla niego to nowe doświadczenie i to zapewne na każdej płaszczyźnie. Na jego meczach piłki nożnej atmosfera jest trochę inna, nieco bardziej chłodna. A poza tym pierwszy raz mógł oglądać swojego „staruszka” w nieco innej roli. Wniosek jest prosty.
Warto angażować pociechy w pasje rodziców. Nie tylko opowiadać im dlaczego lubimy daną dziedzinę, ale i pokazywać im ją od środka, z trochę innej perspektywy.
To zacieśnia relacje, pozwala przeżywać wspólnie momenty i tworzyć mosty, nici połączeń na różnych etapach i poziomach. W naszym przypadku to zadziałało świetnie, bo zaczęliśmy dzielić się nawzajem swoim boiskowym doświadczeniem. Ja z koszykarskiego parkietu, a Jasiek z piłkarskiego boiska.

Piotr Krupa

Dodaj komentarz