Najnowsze wydanie

Zamek Krzyżtopór i okolica czyli zamkowo-pałacowy weekend w Świętokrzyskim!

Zamek Krzyżtopór to największa budowla pałacowa w Europie przed powstaniem Wersalu. Przy Pałacu w Kurozwękach znajdziemy hodowlę bizonów i małe ZOO. A do pełni weekendowego szczęścia polecamy nocleg w odnowionym staropolskim dworze, po którym oprowadzi potomek rodziny właścicieli – Radziwiłłów!

Zamek Krzyżtopór w Ujeździe
Na pierwszy ogień weekendu w Świętokrzyskim poszedł Zamek Krzyżtopór, czyli jak dla nas główna atrakcja regionu. Przyjechaliśmy kilka godzin przed zachodem słońca, ale nawet przez myśl nam nie przeszło, że będziemy oglądać te ruiny do zmroku! Krzyżtopór jest po prostu ogromny i bardzo interesujący!

Okien miał tyle, ile dni w roku, pokoi tyle, ile tygodni; sal wielkich tyle, ile miesięcy, a cztery narożne jego baszty odpowiadały liczbie kwartałów.

Zbudowany w XVII w. przez Krzysztofa Ossolinskiego (zresztą początkowo nazwany Krzysztopór od imienia fundatora) ogromny zamek we włoskim stylu palazzo in fortezza ma kształt regularnego pięcioboku. Z lotu ptaka wygląda nieziemsko. Od początku miał „dawać po oczach” i wpędzać w kompleksy właścicieli polskich (i nie tylko!) rezydencji magnackich. Udało się to znakomicie – swego czasu był największym pałacem w Europie (aż do wybudowania Wersalu). Krzyżtopór był bezpośrednim świadkiem potopu szwedzkiego, ale to dopiero zostawienie go w rękach konfederatów barskich, goszczących w jego murach na zaproszenie ówczesnego właściciela, doprowadziło do kompletnej dewastacji budowli.
I choć od tamtej pory (czyli od 1770 roku) zamek znajduje się w ruinie, to jest co oglądać. Całość ma powierzchnię – uwaga! – 1,3 hektara!

Zwiedzać zamek można samemu bądź z przewodnikiem. Wyznaczono pięć tras zwiedzania, jedna z nich oznaczona jest jako niebezpieczna. Organizowane są również zwiedzania nocne.
Z ciekawostek, których się dowiedzieliśmy, czytając informator i podsłuchując przewodnika:

– Nad salą jadalną w wieży znajdującej się na samym końcu zamku, było umieszczone akwarium z egzotycznymi rybami. Zbiornik ten jednej komnacie służył za podłogę, a drugiej za sufit.

– Nad marmurowymi żłobami stajni (zbudowanej w piwnicy dla 300 koni) znajdowały się zwierciadła. Zapewne chodziło o doświetlenie ciemnych pomieszczeń.

– Jak głosi legenda, Zamek Krzyżtopór miał podziemne połączenie z zamkiem w Ossolinie. Podobno właściciele jeździli tym lochem do siebie w gościnę saniami, po specjalnej nawierzchni z cukru (który miał imitować lód!).

– W wieży na końcu zamku (patrząc od strony obecnego wejścia, czyli od wieży bramnej) znajduje się źródło dostarczające czystej wody. Widzieliśmy mały basenik tuż poza murami – jak można się domyślić, w dawnych czasach raczej nie był przeznaczony na pool party, ale stanowił część założenia ogrodowego.

– Jak każdy szanujący się zamek, Krzyżtopór ma swojego ducha – jest nim syn Krzysztofa Ossolińskiego, Krzysztof Baldwin Ossoliński, który zginął podczas walki na kresach wschodnich. W księżycową noc pojawia się tam w husarskiej zbroi!

– Na wieży bramnej obok krzyża i topora znajduje się tajemniczy znak, który przypomina literę „W”. Krzysztof Ossoliński interesował się astrologią i magią, stąd też mógł wynikać pomysł układu pomieszczeń związany z czasem. Symbol na wieży zgodnie z aramejską księgą Zohar oznacza wieczne trwanie tego miejsca. Możliwe też, że jego znaczenie jest prozaiczne i jest to po prostu herb Habdank lub herb Dębno. Nie znalazłam jednak informacji, dlaczego Ossoliński miałby umieszczać tutaj ten herb.

Jedno jest pewne: jest to zamek niesamowicie piękny i oryginalny – nie tylko w skali kraju. Zdecydowanie wart odwiedzin!

Dom i Biblioteka Sichowska
Na nocleg polecamy wyjątkowe miejsce. Wyjątkowe, nie tylko z racji swojej historii, ale i faktu, że tą historią ciągle się tam żyje, a co więcej – można z nią porozmawiać…!
Gospodarzami Domu są Amerykanka i Szkot. Państwo Amber i Paul Kieniewiczowie całkiem niedawno sprowadzili się do Polski, aby zajmować się domem związanym z rodziną. Nie byle jaką rodziną! Kojarzycie legendę o królu Popielu? Radziwiłłów i Potockich też chyba przedstawiać wam nie trzeba?

Dom i Biblioteka znajdują się od wieków (nie licząc czasów PRL) w rękach tej samej rodziny – Radziwiłłów. A osoby, które są tam dziś gospodarzami i was oprowadzą po posiadłości oraz opowiedzą wyimki z jej historii, są z nimi blisko spokrewnione. Pan Paweł jest potomkiem jednego z najbardziej znanych polskich rodów szlacheckich. Możliwość nocowania w starym dworze to jedno. Ale nocowanie pod jednym dachem z potomkiem Popielów i Potockich, co więcej – pod dachem odrestaurowanym przez Radziwiłłów, to już zupełnie inna bajka! Dodaje to całej sprawie wyjątkowości i hmm… szlachetności?

Całą posiadłość stanowi dworek z 1792 roku zwany Domem oraz część mieszkalna. W pomieszczeniach dawne stajni i domku dla służby dziś mieszczą się pensjonat i sala bankietowa. Ponadto na terenie posesji znajduje się park oraz winnica, kort do gry w tenisa i bezpłatna wypożyczalnia rowerów. A dla dzieci duży plac zabaw i mnóstwo miejsca wśród zieleni!
Ceny noclegu są bardzo przystępne. Śniadanie bardzo smaczne i bogate. Otoczenie domu romantyczne i zgodnie z duchem minionych epok, pełne spokoju i harmonii.

Pałac w Kurozwękach – kraina bizona

Sycąc oczy widokiem pałacu w Kurozwękach, jeszcze nie wiedzieliśmy, ale że ma on wspólna historię z Domem w Sichowie. Mieszkali tutaj bowiem krewni Radziwiłłów z Sichowa. Syn ostatnich właścicieli, urodzony w Ameryce, powrócił tu w latach 90. XX w. i odrestaurował ten wyjątkowy, XIV-wieczny pałac.

Amerykański duch przedsiębiorczości widać tu na pierwszy rzut oka. Oprócz zwiedzania pomieszczeń (i lochów!) pałacu, możemy tutaj na przykład zobaczyć jedyne w Polsce stado amerykańskich bizonów, zjeść potrawę z bizona (!), kupić pasztet i kabanosy z bizona (!); zwiedzić małe ZOO, pograć w bilard, w tenisa, wypożyczyć rower czy zgubić się w labiryncie na polu kukurydzy.
Oprócz tego działa tu hotel, restauracja, bar i pizzeria. Szaleństwo. Podsumowując: zdecydowanie NIE dla ludzi szukających ciszy i spokoju, ale zdecydowanie TAK na nudny, deszczowy, jesienny dzień.

Poza tym…
Nie łudźcie się – ten region oferuje tyle atrakcji, że jeden weekend to zdecydowanie za mało żeby móc powiedzieć „zwiedziłem Świętokrzyskie”. W najbliższej okolicy możecie zobaczyć między innymi Chmielnik, Park Etnograficzny w Tokarni, Zamek w Łańcucie, Zalipie, Sandomierz czy Szydłów – wieś z XII wieku, zwana Polskim Carcassonne z racji niesamowitych, zachowanych do dziś murów obronnych.

Monika Chełstowska
www.pitupitu.net

Dodaj komentarz