Najnowsze wydanie

Dylematy wakacyjno-wyjazdowe

Fajnie i bezpiecznie zarazem – a więc samodzielnie, czy jednak zaryzykować wczasy zorganizowane przez biuro podróży? Odizolowany all inclusive, czy dużo zwiedzania, a więc i ludzi wokół? Ze sprawdzonymi znajomymi, czy wśród obcych, których poznanie może jednak wiązać się z możliwością zarażenia?

Czekamy na te kilkanaście dni urlopu przez cały rok. A ten sezon pracy ze względu na lockdown i pracę on-line był jakby dłuższy. Najpierw męczyliśmy się w korpo w realu. Potem dobijały nas wszelkie wyrafinowane i dopiero kształtujące się formy pracy zdalnej. A wszystko po to, żeby w końcu odpocząć dwa tygodnie w jakimś ciekawym miejscu, z którego można zamieszczać instagramowe fotki. Chodzi przecież nie tylko o sam relaks, ale też o wywołanie zazdrości u nielubianych „towarzyszy niedoli”.
W tym sezonie kwestia urlopu zyskała dodatkowy, niechciany aspekt, związany z pandemią. Jak wybrać miejsce, które będzie odpowiedzią właśnie na to, czego teraz potrzebujemy, a zarazem nie narazi naszego zdrowia?
Dotychczas było tak, że bardzo często cel wyjazdu określaliśmy stwierdzając jedynie, gdzie już byliśmy, a gdzie jeszcze nie, a potem żałowaliśmy, że nie przemyśleliśmy tego na chłodno. Oprócz kierunku wyjazdu ważną kwestią, którą rozpatrywaliśmy w związku z udanym urlopem, była jego organizacja.
Do tych pytań teraz trzeba koniecznie dodać jeszcze jedno: o bezpieczeństwo zdrowotne związane z – niestety wciąż trwającą – pandemią koronawirusa.
Tak więc, stale pamiętając o kwestiach zdrowotnych, warto byśmy zadali sobie kilka innych pytań, zanim podejmiemy decyzję, czy i gdzie jedziemy na wakacje.

All inclusive vs. wyjazd samodzielny
Warto zacząć o banalnego: czy jedziemy na wyjazd all inclusive? Jest to bez wątpienia najłatwiejszy sposób zapewnienia sobie wypoczynku. Ogranicza się do trzech prostych kroków: wybrania kraju i miasta, do którego chcemy się udać; określenia budżetu i wybrania hotelu. Kolejnym krokiem jest rezerwacja zrobiona online lub w punkcie biura podróży. I gotowe.
Taki wyjazd ma oczywiście swoje wady i zalety. Po pierwsze, większość dnia spędzisz na basenie lub przyhotelowej plaży i to nie dlatego, że taką formę wypoczynku lubisz najbardziej. Powody to wyżywienie i oczywiście „open bar”. Jak tu się gdzieś ruszyć – jeszcze nas ominie jeden z czterech posiłków, a przecież za wszystko jest już zapłacone, więc byłoby szkoda. Ale najważniejsze: czujesz się bezpiecznie, a ryzyko zarażenia sie wirusem spada niemal do zera.
Jeżeli jednak jesteś tzw. aranżerem i lubisz niezależność oraz ryzyko, to cały wyjazd zorganizujesz sobie sam. Znajdziesz loty, sprawdzisz dzielnice miasta pod kątem noclegu, zrobisz research na jednej z popularnych wyszukiwarek baz noclegowych i przy okazji zlokalizujesz najlepsze „punkty żywieniowe”. Ten wariant może okazać się bardziej stresogenny, bo zawsze jedno z ogniw łańcucha logistycznego może nie wypalić i wtedy trzeba będzie improwizować. Jednak z drugiej strony przynosi znacznie większą satysfakcję i już na etapie przygotowań sprawia, że poznajesz kraj i miasto, do którego się wybierasz.
Niestety – ze względu na to, że wiąże się z koniecznością przebywania w wielu miejscach publicznych i z licznymi kontaktami międzyludzkimi – obecnie jest to formuła wypoczynku dla odważnych i rozsądnych.

Basenowy żywot vs. prawdziwe uroki miasta
Jeżeli od swojego wakacyjnego wyjazdu oczekujesz jedynie upalnej pogody, bezpieczeństwa i „nicnierobienia”, to zaleganie przy basenie jest ofertą skrojoną zdecydowanie dla ciebie. Niemal całodobowy dostęp do alkoholu, posiłki podstawiane pod nos i liczne atrakcje hotelowe oraz stała dbałość personelu o higienę i dezynfekcję, powinny wyczerpać kwestię twoich wakacji „all inclusive”.
Co innego, jeżeli lubisz poczuć rytm kraju i miasta, w którym spędzasz te kilka dni. Wówczas porzuć kurort z basenem i znajdź nocleg w centrum. Dzień zorganizuj sobie wokół długich miejskich spacerów, podczas których możesz zapuszczać się w mniej turystyczne ulice. Unikaj też restauracji stworzonych z myślą o naiwnych. Postaw raczej na lokalne bary i „food trucki”, aby chociaż przez chwilę poczuć się jak autochton.
Wybierz takie miasto, które ma dostęp do morza lub oceanu. W ten sposób pod koniec upalnego dnia i tak możesz zalec na plaży, aby złapać trochę relaksu. Satysfakcja z minionych godzin, kiedy udało się zobaczyć takie wiele atrakcji sprawi, że takie leżenie na plaży będzie relaksowało zupełnie inaczej.
Pamiętaj przy tym, by odpowiednio się zabezpieczać – nie musisz zasłaniać twarzy non-stop i co 30 sekund spryskiwać rąk, ale bez maseczki i płynu dezynfekującego nie ruszaj się z pokoju.

Nowe twarze vs. znane towarzystwo
Kolejnym pytaniem, na które warto sobie odpowiedzieć, to czy podczas wyjazdu wakacyjnego chcesz być otwarty na nowe znajomości – to pytanie szczególnie istotne teraz.
Jeżeli tak, to – znowu – pobyt w hotelu z wariantem „all inclusive” będzie z pewnością sprzyjał poszerzeniu grona twoich znajomych. Będą otaczali cię rodacy, a rodzaj obiektu hotelowego sprawi, że pozostali goście będą mieli podobne potrzeby i tak jak ty nie będą chcieli narażać zdrowia.
Jeżeli będzie to hotel z licznymi atrakcjami dla dzieci, to z pewnością będą tam przeważały właśnie rodziny z pociechami w różnym wieku. A jeśli dzieci złapią kontakt, to dorośli – czy tego chcą, czy nie – i tak będą skazani na wspólne spędzanie czasu.
Jeżeli jednak wolisz sprawdzone towarzystwo, np. grupy znajomych lub chcesz spędzić więcej czasu z własną rodziną (wakacje w końcu od tego powinny być), to tradycyjne zwiedzanie z pewnością ci to ułatwi.

Czy w ogóle jechać na urlop?
Nie należy przesadzać – nie dajmy się powalić koronawirusowej panice. Jeśli zachowamy rozsądek i będziemy się stosowali do wszelkich wskazań związanych z naszym bezpieczeństwem zdrowotnym, zminimalizujemy ryzyko zarażenia. Jednak oczywiście nigdy nie ma pewności.
Dlatego decyzję o wyjeździe powinniśmy przedyskutować i podjąć z bliskimi – to nasza wspólna odpowiedzialność. Ale upragnionego urlopu, szczególnie po tym wszystkim, co przeszliśmy, byłoby przecież żal…

Piotr Krupa

Dodaj komentarz