Najnowsze wydanie

Owocowe środy już nie wystarczą czyli jak rekrutować najlepszych

Jedno z powiedzeń krążących po służewieckim Mordorze mówi o tym, że albo się tam pracowało, albo pracuje, albo pracować będzie. Największa dzielnica biurowa w Polsce codziennie wita w swoich granicach prawie 100 tys. pracowników. To w przybliżeniu o kilka tysięcy więcej niż populacja Słupska i niewiele mniej niż liczy Koszalin. Nic więc dziwnego, że budowanie zespołu to dla firm tam działających bardzo duże wyzwanie, zwłaszcza że stereotypy wciąż trzymają się mocno.

Analizując sposoby na to jak pozyskuje się najlepszych pracowników, trafiliśmy na zagadnienie, które znacznie wykracza poza granice Służewca i wiąże się ze zmianami pokoleniowymi i tym, jak zmienia się postrzeganie pracy jako takiej.

Rekrutację w firmie można porównać prowadzenia talent show. Kandydaci prezentują się przed komisją, której członkowie oddają głos na to, czy osoba przejdzie dalej, czy odpadnie z eliminacji. Przynajmniej tak było do niedawna. Według zgodnej opinii rekruterów, coraz częściej to jury musi prezentować się przed kandydatem udowadniając, że to właśnie w tej konkretnej firmie czeka nań świetlana przyszłość. Z wypowiedzi kilkudziesięciu osób z działów HR wynika, że na umówione spotkania kwalifikacyjne przychodzi w najlepszym wypadku połowa potwierdzonych kandydatów. W rekrutacji na wyspecjalizowane stanowiska praktycznie nie zdarza się, żeby to kandydat zabiegał o szansę na podpisanie umowy. Ściągnięcie do firmy najlepszych pracowników to nie lada wyzwanie, ponieważ kandydaci są coraz bardziej świadomi swojej wartości i potrzeb. Służbowa komórka, laptop i karta na siłownię nie tylko nie robią wrażenia, ale wręcz mogą być dowodem na to, że firma mentalnie wciąż tkwi w latach 90., a to zdecydowanie nie jest zaleta. Co zatem musi zrobić pracodawca, który chce zbudować zmotywowany i wykwalifikowany zespół?

Zwracać uwagę na otoczenie pracy

Jedna z mądrości korporacyjnych mówi, że przychodzi się pracować do firmy, ale odchodzi od szefa. Już dawno zauważono, że atmosfera w pracy, kultura organizacyjna (albo jej brak), to jedne z najważniejszych elementów, które „lojalizują” pracownika, lub wręcz przeciwnie, kierują go w stronę zmiany pracy.

Niemniej ważne jest miejsce, w którym spędzamy co najmniej 30 proc. dnia. Koncepcja open-space powoli odchodzi do lamusa, a nowoczesne biura są coraz lepiej dopasowane do potrzeb pracowników. Zapewniają możliwość pracy wspólnej, ale i miejsca, w których można się odciąć od reszty świata. Coraz częściej projektanci starają się, by samo otoczenie wpływało na kreatywność pracowników. Niektórzy idą w tym trendzie dość daleko i przewidują w biurach zjeżdżalnie, pokój do medytacji, czy worki bokserskie na których można odreagować stres. I choć wydaje się, że to tylko gadżety, praca w takim otoczeniu jest zdecydowanie lepiej oceniana niż w klasycznych boksach wydzielonych ściankami działowymi. Dowodem na to jest chociażby rosnąca liczba przestrzeni co-workingowych, zgodnie z koncepcją, która zakłada współdzielenie przestrzeni, co daje nam możliwość wyboru miejsca w którym chcemy siedzieć i pracować, ale i poznania innych.

Zaoferować coś wyjątkowego

Czy tego pracodawcy chcą czy nie, katalog świadczeń pozapłacowych rozrasta się z każdym rokiem. Karta na siłownię, bon na święta i impreza firmowa to coś, co mogło robić wrażenie dekadę temu, ale teraz to standard albo obciach. Kreatywne działy HR dwoją się więc i troją, by uszczęśliwiać pracowników. Bywa, że oferują pracownikom nieodpłatne wypożyczenie luksusowego kampera lub załatwianie w ich imieniu codziennych obowiązków, jak np. odebranie rzeczy z pralni, czy wycieczka do sklepu po lampkę nocną. Coraz częściej te właśnie elementy są eksponowane przy prezentowaniu firmy. Wynika to również z tego, że walka wysokością wynagrodzenia jest nie tylko bardzo kosztowna, ale przede wszystkim powyżej pewnego poziomu po prostu nieskuteczna.

Postępować uczciwie

W wielu firmach, zazwyczaj zaraz po wejściu do głównej recepcji, możemy zobaczyć spisane w punktach wartości jakie są wpisane w DNA potencjalnego pracodawcy. Często po paru miesiącach zdajemy sobie sprawę, że deklaracje to jedno, a praktyka drugie. Pokolenia, które właśnie wchodzą na rynek pracy są bardzo na to wyczulone. Jeśli firma deklaruje, że ważne są dla niej wartości rodzinne, oczekują, by rodzice mieli np. dodatkowe dni urlopu „na dziecko”, czy przedszkole w budynku. Jeśli firma chwali się, że dba o środowisko, nie będą zadowoleni z plastykowych butelek w salach konferencyjnych, czy jednorazowych opakowań w stołówce. Reputacja firmy, która zależy od tego jak w praktyce realizowane są szczytne deklaracje, będzie w coraz większym stopniu wpływała na to jak na rynku pracy będzie postrzegana dana firma.

Być elastycznym

Pojęcie smart city, które ostatnio bywa nadużywane, w gruncie rzeczy sprowadza się do tego, że miasto ma być wygodne. W praktyce chodzi o to byśmy mieli możliwość elastycznego korzystania z jego zasobów – od przemieszczania się po nim po zamawianie jedzenia czy załatwianie spraw urzędowych online. Firma musi również dawać tę możliwość – zarówno jeśli chodzi o sposób oraz godziny pracy jak i dostępność rozwiązań dopasowanych do konkretnych potrzeb. Wielu przedsiębiorców pozwala pracownikom samodzielnie decydować o tym, które świadczenia będą dla nich realizowane – czy będzie to dopłata do firmowego przedszkola, karta zniżkowa na komunikację (nie tylko miejską, ale także współdzieloną), czy może darmowe lunche. W niektórych przypadkach to pracownicy głosują i zgłaszają swoje potrzeby, co może prowadzić do tego, że zamiast firmowej wigilii, organizuje się dzień w spa lub kursy efektywnego spania.

Według szacunków przedstawiciele pokoleń, które właśnie wchodzą na rynek pracy, w swojej karierze zmienią pracę nie 5-6 razy, jak bywało dotychczas, ale nawet 30 razy! Dla pracodawców, którzy już teraz odczuwają trudności w zatrudnianiu wymarzonych pracowników, będzie to oznaczało dalsze starania o zatrzymanie tych, których udało się zrekrutować i którzy pasują do kultury organizacyjnej firmy. Czeka nas więc bardzo interesujący „wyścig zbrojeń”, ale biorąc pod uwagę, że większość z nas jest pracownikami, nie powinno być to powodem do zmartwień.

Jakub Kompa

Dodaj komentarz