Korpotata

Rady dla siebie samego

W maju kończę 36 lat. Dużo? Mało? Z perspektywy mojego prawie siedmioletniego syna to bardzo dużo. I muszę przyznać, że czasami się z nim zgadzam. Są dni, kiedy spoglądam za siebie i widzę, z ilu różnych odcinków składa się moje życie i aż się łapię za głowę. Liceum, studia, pierwsza praca, potem kolejna. Ślub, narodziny Jaśka, pierwsze odejścia bliskich osób. Ten bagaż doświadczeń jest – moim zdaniem – naprawdę spory. A przecież wydaje mi się, że moje życie jest takie uporządkowane i stateczne.
Zastanawiam się wtedy, czy na poszczególnych etapach mogłem coś zrobić lepiej lub inaczej. To tak jak to pytanie, które pada czasami na imprezie (w moim wieku nazywa się to już raczej „spotkaniem towarzyskim”): – Jaki wybrałbyś kierunek studiów, gdybyś mógł zdecydować jeszcze raz?
Coraz częściej łapię się na tym, że odpowiadam: nie wiem, chyba żaden. A przynajmniej zrobiłbym sobie po maturze roczną lub dwuletnią przerwę, którą poświęciłbym na pałętanie się po świecie i imanie się różnych dorywczych prac.
Może i brzmi to jak fabuła tandetnej książki, w której główny bohater w podróżach próbuje znaleźć sens swojego życia, ale sądzę, że w moim przypadku takie podejście sprawdziłoby się idealnie.

Właśnie, co jeszcze powiedziałbym sobie dzisiaj, gdybym mógł cofnąć się w czasie o około dwadzieścia lat? Jakie życiowe mądrości z perspektywy 36-latka przekazałbym około 18-letniemu sobie? Myślę, że byłoby tego trochę.

Po pierwsze: szukaj własnej drogi. Nie przejmuj się opiniami innych ludzi i nie podążaj koniecznie ścieżką wyznaczoną przez nich. Szczególnie w kontekście studiów. Po maturze (zdanej zresztą średnio) wiedziałem jedynie, że będę szedł na studia. Jakie? Było kilka opcji: politologia, stosunki międzynarodowe, dziennikarstwo, marketing. Do żadnego nie byłem przekonany, ale coś musiałem wybrać. Padło na dziennikarstwo. Dzisiaj wiem, że to był bardzo zły pomysł. Wiem także, że zamiast płynąć z prądem, lepiej było się zatrzymać, np. na rok i pomyśleć, co naprawdę chcę robić w życiu.

Po drugie: powiedziałbym sobie, abym nie bał się zbaczać z wyznaczonej drogi (jeżeli trzymamy się już tej analogii). Jeżeli coś mówi, że to nie dla mnie, nie marnuj czasu. Zostaw to i szukaj dalej. Przez ponad 10 lat pracowałem w marketingu i piarze. Pomimo tego, że już od kilku lat nie czułem się z tym dobrze. Czułem stagnację i brak sensu wykonywanej przeze mnie pracy. W końcu uznałem, że nie mogę już dłużej i zmieniłem zawód. W wieku 35 lat przekwalifikowałem się na UX/UI designera i robię dzisiaj to, co sprawia mi dużą przyjemność. Kosztowało mnie to dużo pracy, ale starałem się trzymać wyznaczonego celu.

I to jest kolejna sprawa, o której powiedziałbym swojemu kilkunastoletniemu „ja”: nie odpuszczaj! Nie zniechęcaj się chwilowymi niepowodzeniami. Jeżeli teraz twoje życie wygląda zupełnie odwrotnie niż planowałeś, zrób wszystko, aby to zmienić, ale nie popadaj w stagnację. W życiu będą zdarzały się chwilowe zakręty, ale to nie znaczy, że tak będzie już zawsze. Może to potrwać kilka miesięcy, może nawet rok, ale pracuj ze wszystkich sił nad tym, aby zmienić sytuację, w której się znalazłeś.
Oprócz tego dorzuciłbym jeszcze kilka „hintów”, takich jak: ćwicz regularnie, jedz mniej słodyczy i pij mniej gazowanych napojów, ucz się języków (sam angielski to zdecydowanie za mało) oraz pielęgnuj przyjaźnie.

Niestety, z oczywistych względów nie przekażę już tych „mądrości” 18-letniej wersji samego siebie. Na szczęście staram się to mówić obecnemu „ja”. Bo jak wiem z autopsji, na zmiany i pracę nad sobą nigdy nie jest za późno. Tak przynajmniej twierdzą wszyscy domorośli coache. W moim przypadku na szczęście się to sprawdza. Zrobiło się pompatycznie i górnolotnie, prawda? Mój syn ma chyba jednak rację – jestem już stary. Przynajmniej mentalnie.

Piotr Krupa

Dodaj komentarz