Najnowsze wydanie

Facet na kozetce (2) Ze złością ci do twarzy

Emocje są procesami fizjologicznymi, pojawiają się nagle, są odczuwane przez krótki czas, zawsze wiążą się z pobudzeniem somatycznym i mają różną intensywność. To tyle teorii, reszta może wydawać się nieprzewidywalnym obszarem, zależnym od okoliczności, chociaż w rzeczywistości tak nie jest. To, w jaki sposób przeżywamy i radzimy sobie z emocjami, koreluje z naszym temperamentem, doświadczeniami życiowymi i przejętymi wzorcami zachowań, najpierw od opiekunów, później w interakcji z rówieśnikami.

Szczególnie wymagająca i trudna jest złość. To emocja, która ma chronić nasze granice, jest energią do działania, do walki o zdrowie, życie i inne ważne dla nas sprawy. Niestety, w trakcie socjalizacji złość nabiera negatywnego zabarwienia i jest częściej przeszkodą niż wsparciem.
Zbyt często dorastamy w otoczeniu traktującym złość jako „efekt uboczny” albo objaw nieradzenia sobie z trudnymi emocjami. Jak mantry tłuczemy więc dzieciom do głowy, żeby się „nie złościły i były grzeczne”, czyli w konsekwencji, nie dbały o własne granice i nie wyrażały emocji, co w skrócie możemy określić jako „brak odczuwania”.

Złość sobie poradzi

Złość jednak znajdzie swoją drogę do wyrażenia, na zewnątrz lub do wewnątrz. Nie mamy możliwości wybierania sobie emocji, które chcemy odczuwać, możemy je tylko tłumić, upychać coraz głębiej w naszej psychice, gdzie będą oddziaływały na ciało i umysł, bez naszego wpływu. Efektem takiego schematu postępowania ze złością mogą być różnego rodzaju natręctwa, zachowania kompulsywne, agresja, uzależnienia, a w odwrotnym przypadku, czyli niewyrażania złości, nawet depresja.
Złość sobie poradzi, a my bez zdrowej relacji z tą emocją, raczej nie. Finalnie buduje się wzorzec traktujący złość jako coś rzeczywiście złego. Niestety, złość nieprzepracowana nie znika, nadal domaga się uzewnętrznienia, które jest praktycznie niemożliwe, jeśli nie było na nią przyzwolenia wcześniej. Jeżeli to się nie udaje, psychika poszuka innych sposobów, wewnętrznych, czyli autoagresji. Lista sposobów wyrażania, a właściwie to niewyrażania złości w ten sposób, jest nieskończenie długa.

Jaki wpływ ma wychowanie?

W pozytywnym scenariuszu mężczyzna odczuwający trudności w przeżywaniu własnych emocji ląduje „na kozetce”, a w negatywnym próbuje radzić sobie z tym sam. Nie znając jednak wspierających metod, najczęściej robi krzywdę sobie i otoczeniu.

Wróćmy jednak do źródeł, czyli skąd to się bierze? Przyczyn może być wiele, ale zdecydowana większość z nich ma swoje źródło w procesie wychowania. Z pewnością nie będzie przesadą, jeśli napiszę tu, że większość obecnych 30 i 40 latków było wychowywanych w podobny sposób, tzn. przy wyraźnej i intensywnej obecności kobiet i niewielkim emocjonalnym i fizycznym udziale mężczyzn, szczególnie tych ze zintegrowaną sferą emocjonalną i świadomością, że wrażliwość nie jest słabością i jest niezbędna do względnej psychicznej równowagi.
Jeżeli kobieta wychowująca chłopca sama była odbiorcą złości wyrażanej w niezdrowy sposób przez jednego lub obydwu opiekunów, to z dużym prawdopodobieństwem będzie przekazywać to dalej, różnić będą się tylko sposoby wyrażania tej emocji. Jeśli w przeżywaniu takiej osoby złość będzie jednoznacznie negatywna, szkodliwa, trudna i niepożądana, to za wszelką cenę będzie chciała tego oszczędzić swoim dzieciom. Możliwe, że złość będzie kojarzyła się jej z bólem emocjonalnym, strachem, lękiem, agresją, fizycznym naruszeniem granic, siłowym tłumieniem wszystkich przejawów sprzeciwu wobec tak doświadczanej przemocy. Konsekwencją takiego wychowania jest najczęściej brak umiejętności wyrażania złości w zdrowy sposób (zresztą nie tylko złości). W efekcie może pojawić się chęć robienia czegoś zupełnie odwrotnego. W tle jednak buduje się poczucie bycia ofiarą, a jeśli jest ofiara, to musi być kat, którym często nieświadomie staje się wychowywany w ten sposób młody mężczyzna, który nie potrafi inaczej postawić granic, jak tylko w sposób agresywny, czyli taki, który sygnalizuje, że czegoś jest już o wiele za dużo.
Zamiast zaniedbań może pojawiać się nadopiekuńczość, zamiast braku uwagi może pojawić nieodstępowanie młodego chłopca na krok, zamiast stawiania granic, których dziecko potrzebuje, może pojawić się zupełny brak takich granic. Jeśli w młodości brakowało pieniędzy, to może pojawiać się pracoholizm i chęć zapewnienia własnym dzieciom tego wszystkiego, czego nam brakowało.

Pytanie tylko, czy to jest to, czego te dzieci rzeczywiście potrzebują? Tak czy inaczej, konsekwencje będą zbliżone, czyli emocjonalny dystans i złość do opiekunów za deficyty w tym obszarze. Jeżeli nie zmieni się motywacja, czyli unikanie złości i trudnych emocji, to wzorzec i konsekwencje pozostaną te same.
Jest to pewnego rodzaju bagaż emocjonalny, który w miarę upływu lat będzie stawał się coraz cięższy, jeśli dorosły już mężczyzna nie podejmie decyzji o pozostawieniu tego bagażu i przeżycia tego, co już było w zdrowszy sposób, zaakceptowania i dzięki temu budowania relacji z uwzględnieniem własnych potrzeb, w tym relacji z własnymi dziećmi.

Konsekwencje tłumienia emocji

Radzenie sobie ze złością, bezsilność wobec złości, smutek maskujący złość lub złość maskująca smutek, to niektóre z konsekwencji niewyrażania emocji, braku kontaktu z nimi. Mężczyźni zgłaszający się psychoterapię szukają często rozwiązań natychmiastowych, czegoś co pomoże im zrzucić to ciśnienie i pomoże poradzić sobie z czymś, co trudno utrzymać.
To jednak jest proces i niestety, jeśli jesteśmy świetnie wytrenowani w tłumieniu emocji, to proces odwracania tego również może trochę zająć. Tam pojawia się lęk przed odsłonięciem, konfrontacja oraz obawa, że złość może ranić, bo innego wzorca nie było.

Co może zrobić dorosły facet z takim bagażem emocjonalnym? Jak radzić sobie ze złością i innymi trudnymi emocjami? O tym w kolejnym artykule z cyklu „Facet na kozetce”.

Witek Janowski

Dodaj komentarz